Patryk Małecki: „Nie interesują mnie problemy Wisły, bo w Sosnowcu nam ich nie brakuje”

19.11.2019

Patryk Małecki to persona, której nie trzeba przedstawiać żadnemu kibicowi nadwiślańskiego futbolu. Trzykrotny mistrz Polski z Wisłą Kraków nigdy nie stronił od bezpośrednich stwierdzeń. Zawsze był ulubieńcem zarówno sympatyków Białej Gwiazdy, jak również mediów, które chętnie żerowały na jego słowach i umieszczały je na pierwszych stronach gazet, napędzając kolejną aferę z "Małym" w roli głównej. Obecnie jednak, 31-letni skrzydłowy Zagłębia Sosnowiec otwarcie mówi o swojej przemianie, a także nie boi się przyznać, że żałuje dawnych wybryków. Pomimo przekroczenia "trzydziestki", zawodnik, mogący pochwalić się 274 występami w Ekstraklasie, jest jednym z motorów napędowych ofensywy pierwszoligowca, a w trwającym sezonie zdążył zanotować już trzy trafienia – w tym tę jedną, szczególnie ważną bramkę. Przeciwko komu najbardziej zależało Patrykowi Małeckiemu na wpisaniu się na listę strzelców? Odpowiedź znajdziecie w poniższej rozmowie.

Norbert Barczyk/PressFocus

Mateusz Antczak: Podobno ciekawa historia wiąże się z twoim transferem z Wigier Suwałki do Wisły Kraków.

Patryk Małecki: To prawda. Kiedy miałem trzynaście lat, Wisła chciała przetestować mnie w sparingu z chłopakami o dwa lata starszymi. Byli ciekawi moich umiejętności, a także zastanawiali się, czy poradzę sobie pod kątem fizycznym. Strzeliłem w tym meczu sześć bramek i rozwiałem wszelkie wątpliwości. Do tego stopnia zachwyciłem sztab trenerski, że nie pozwolono mi na powrót do domu w celu zabrania najpotrzebniejszych rzeczy. Bali się, że już więcej nie przyjadę (śmiech).

Zdaje mi się, że przy tych przenosinach znaczącą rolę odegrał Janusz Basałaj. Mam rację?

Prezes Basałaj jedynie zadzwonił do trenera krakowskiego zespołu z poleceniem sprawdzenia moich umiejętności. To wszystko. Całą resztę wypracowałem sobie sam.

Nie będziemy rozprawiać nad twoimi zasługami dla Białej Gwiazdy, które oczywiście są niepodważalne, jednak interesuje mnie, jak obecnie wyglądają twoje stosunki z kibicami Wisły. Swego czasu byłeś ich zdecydowanym ulubieńcem, gdyż przy Reymonta zdarzyło ci się nawet poprowadzić doping w młynie, lecz teraz reprezentujesz Zagłębie Sosnowiec, którego sympatycy – jak wiadomo – „nie przepadają” za krakowianami.

Dalej utrzymuję kontakt z tymi kibicami, z którymi łączą mnie długoletnie relacje. Nie przeszkadza im to, że gram dla Zagłębia. Mało tego, cieszą się, że znalazłem miejsce, gdzie dobrze się czuję. Piłka nożna jest moją pracą i będąc szczerym, kompletnie nie obchodzi mnie, co oni o tym sądzą. Jestem zadowolony, że znajduję się w Sosnowcu, ponieważ Zagłębie to ważny klub dla polskiego futbolu, który także ma fajnych kibiców, nieustannie wspierających nas w trudnych momentach. Wisła  na zawsze pozostanie w moim sercu, bo to ona umożliwiła mi „wypłynięcie na szerokie wody”, ale tak naprawdę, obecnie mało interesują mnie kłopoty Białej Gwiazdy, ponieważ w Sosnowcu również nie brakuje nam problemów.

Z Wisły aż trzykrotnie byłeś wypożyczany do innych klubów, a dzięki jednemu z takich ruchów, na pół roku trafiłeś do tureckiego Eskisehirsporu. Co zadecydowało o tym, że twoja przygoda za granicą trwała tak krótko?

Nie znam dokładnej przyczyny. Zapewne ludzie w Polsce powiedzą, że byłem za słaby, ale nie zgodzę się z tym. Na początku grałem i wszyscy byli zadowoleni z mojej postawy. Później jednak rozpoczęła się liga, a mnie nagle odstawiono od wyjściowego składu. W jednym meczu dano mi szansę wejścia z ławki, którą wykorzystałem, strzelając bramkę. W następnym spotkaniu zagrałem trzy minuty. Kolejna okazja i znowu dobrze się zaprezentowałem, zaliczając asystę w starciu z Trabzonsporem. Co się stało później? Nawet nie wszedłem na boisko. Nie wiem z czego to wynikało. Nie mam sobie nic do zarzucenia, ponieważ na każdym treningu w Turcji dawałem z siebie wszystko, a w konsekwencji i tak siedziałem na ławce. To jest specyficzny kraj z dziwną kulturą.

Oprócz umiejętności piłkarskich, zasłynąłeś także z „kilku” kontrowersyjnych wypowiedzi. Masz wrażenie, że w pewnym momencie media już tylko czyhały na rozdmuchanie kolejnych słów Patryka Małeckiego?

Nie ma co się oszukiwać i trzeba powiedzieć wprost, że za młodu nagadałem sporo głupot. Teraz mogę za niektóre z nich się wstydzić - prawdę mówiąc, to już nawet nie pamiętam za które (śmiech) - ale część pewnie powiedziałbym jeszcze raz. Taki już mam charakter. Nigdy nie dam sobą manipulować ani pomiatać, a wszystkim i tak nie da się dogodzić. Oczywiście, media też miały spory udział w nakręcaniu tej całej nagonki na mnie. Do dzisiaj staram się nie czytać wciąż wyciąganych wypowiedzi, ale wiadomo, że nie jest to miłe, kiedy moja rodzina natrafia na takie słowa w Internecie, czy słyszy je w telewizji. Dlatego najbardziej szkoda mi moich bliskich. Ja jestem twardy, więc sobie z tym radzę.

A jak myślisz, co odegrało kluczową rolę w twojej metamorfozie?

Uważam, że najistotniejsze było życiowe doświadczenie, którego trochę zdążyłem już nazbierać. Pomogły mi też sesje z trenerem mentalnym, Pawłem Frelikiem. Pomimo, iż już ze sobą nie współpracujemy, dalej korzystam z mechanizmów, które razem wypracowaliśmy i – jak widać – są one skuteczne.

Dwie kolejki temu rozgrałeś pierwsze spotkanie w karierze przeciwko swojemu macierzystemu klubowi, Wigrom Suwałki. Mało tego, zdobyłeś w nim bramkę i zaliczyłeś asystę, a twoja drużyna dopisała ważne trzy punkty w ligowej tabeli. Jakie się wtedy czułeś?

Było to jedno z najdziwniejszych uczuć, jakich w życiu doznałem. Do tej pory trudno jest mi to opisać. Po meczu długo leżałem na łóżku i wspominałem swoje początki w Wigrach. Przypominałem sobie, jak za dzieciaka chodziłem na ich mecze, jak podawałem piłki na stadionie w Suwałkach i jak w wieku 12 lat zaproszono mnie na pierwszy trening seniorskiego zespołu. Łza się w oku zakręciła, ponieważ prawie cała moja rodzina jest lub była związana z tym klubem. Mama pracowała niegdyś w sekretariacie, a z kolei wujek był noszowym Wigier. Nawet kiedy grałem przeciwko Wiśle w Pogoni Szczecin, nie było mi tak trudno jak w tym meczu. Cieszę się, że miałem znaczący udział w naszym zwycięstwie, ale nie okazywałem z tego powodu radości, bo najzwyczajniej nie wpuściliby mnie potem do domu (śmiech).

W wywiadzie udzielonym sześć lat temu Patrykowi Mirosławskiemu powiedziałeś, że po zakończeniu kariery nie wyobrażasz sobie życia poza Krakowem. Coś się w tej kwestii zmieniło?

Mam dom w Krakowie, w którym mieszkam i póki co, nie planuję żadnych przeprowadzek. Ale życie jest przewrotne i kto wie, gdzie będę za kilka lat. Może okaże się, że chcę żyć w Sosnowcu, a może wrócę do Suwałk. Na chwilę obecną nie myślę jednak o kończeniu kariery, ponieważ planuję pograć jeszcze przez parę sezonów. Mam nadzieję, że weryfikacja przytoczonych przez ciebie słów nastąpi jak najpóźniej.

autor: Mateusz Antczak

Przeczytaj również