Odra - GKS Katowice 1-0. Nie znają dnia i godziny, ale dają radę!

16.10.2010
GieKSa dyktowała w Wodzisławiu warunki gry, ale - co powoli staje się już tradycją - raziła nieskutecznością. Piłkarze Odry pokazali z kolei, że mało jest rzeczy, które potrafią ich złamać.
Na ile piłkarze Odry są w stanie "odciąć" się od tragicznej sytuacji finansowej klubu? Okazuje się, że na tyle, na ile trzeba. Dali tego dowód dzisiaj, odnosząc w derbach niezwykle cenne zwycięstwo, choć przecież wczoraj po raz kolejny... nie wyszli na trening. - Od dłuższego czasu czujemy się naprawdę dobrze, więc w ogóle nam to nie zaszkodziło. Zresztą, pamiętajmy, że wielu trenerów w Polsce daje drużynie przed meczem dzień wolnego, żeby ten głód piłki był większy - zauważył Andrzej Rybski, napastnik gospodarzy. Swoją drogą, on sam wyglądał na mocno "wygłodniałego". Od początku spotkania sprawiał obronie GKS-u sporo problemów.

Aż nastała 21. minuta... Robert Kłos dośrodkował piłkę z prawej strony, a Maciej Wierzbicki, do tej pory pewny punkt katowiczan, co prawda do niej doskoczył, ale utrzymać w rękawicach już nie zdołał. Ta spadła pod nogi Rybskiego, który już wiedział, jak z tego skorzystać.

Gościom nie pomogło to, że praktycznie przez 90 minut przebywali na połowie wodzisławian. - Rozumiem przegrać mecz, kiedy gra się słabo i brakuje sytuacji. Ale my przecież przeważaliśmy, a i okazji do zdobycia gola stworzyliśmy sobie naprawdę sporo - zaznaczył Kamil Cholerzyński, pomocnik GieKSy. I tak, Michał Buchalik, bramkarz Odry, bronił próby Przemysława Pitrego, Piotra Plewni, wspomnianego Cholerzyńskiego. W końcówce po strzale Janusza Dziedzica futbolówka trafiła natomiast w poprzeczkę.

Nie obyło się też bez kontrowersji, kiedy po strzale jednego z graczy GKS-u Rybski wybił piłkę z/sprzed bramki. Z wysokości trybun rozstrzygnąć tej sytuacji się nie dało. - Piłka przekroczyła linię - przekonywał Dziedzic. - Nic z tych rzeczy. Nawet nie "zahaczyła" o linię. Przeciwnik domagał się odgwizdania gola raczej w akcie desperacji. Chociaż nie dziwię się. Gdybyśmy to my byli w takiej sytuacji, to pewnie zachowalibyśmy się tak samo - stwierdził Rybski.

- W piłce nożnej nie liczy się wrażenie artystyczne, a to, czy strzela się gole. Ale uważam, że na co najmniej jeden punkt zasłużyliśmy - podkreślił Wojciech Stawowy, trener GKS-u, który na pocieszenie usłyszał kilka ciepłych słów od Jarosława Skrobacza, szkoleniowca gospodarzy. - Podeszliśmy do tego meczu z dużym szacunkiem dla rywala. Grają ostatnio coraz lepiej, co dziś się potwierdziło - zachwalał zespół z Bukowej. Poproszony zaś o komentarz do kondycji klubu, odparł: - Nie jest komfortowo. Można powiedzieć, że nie znamy dnia i godziny.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również