Oczy całego koszykarskiego Śląska zwrócone na Tychy
29.04.2009
Po tym, jak siedem lat temu, szeregi ekstraklasy opuściła rudzka Pogoń, żadna ze śląskich drużyn nie grała już na tym szczeblu rozgrywkowym. Przypomnijmy, że prowadzona wówczas przez Wojciecha Krajewskiego drużyna wcale nie musiała zaznać smaku degradacji. Niestety, w sytuacji gdy ważyły się losy awansu do grupy walczącej o mistrzostwo Pogoń przegrała i znalazła się w grupie spadkowej. W tej rudzianom szło zdecydowanie gorzej, głównie z powodu szeregu kontuzji podstawowych zawodników i ostatecznie wylądowali oni na ostatniej pozycji, która oznaczała relegację.
W środę, być może po tylu latach, uda się powrócić drużynie z naszego regionu na najwyższy szczebel rozgrywek męskiej koszykówki. - Zdajemy sobie z tego sprawę. Wszyscy oczekują od nas zwycięstwa. Trzeba pamiętać, że to jest tylko sport - przypomina szkoleniowiec Big Stara, Tomasz Służałek.
Trener tyszan zdaje sobie sprawę, że niebagatelną rolę w środowym pojedynku odegra psychika jego podopiecznych. Odpowiednie nastawienie mentalne ma być kluczem do osiągnięcia sukcesu. - Moi koszykarze w drugim meczu ocierali się już o ekstraklasę i niektórzy nie wytrzymali ciśnienia. Boję się, aby ten decydujący mecz ich nie przerósł. To jest mój główny cel, aby zawodnicy wyszli na parkiet pełni wiary w swoje możliwości i pokazali to, na co pracowali przez cały sezon - mówi Służałek.
O tym kto wygra decydujące stracie przesądzą niuanse. Dość powiedzieć, że z dotychczas rozegranych czterech spotkań w trzech losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich sekund. Szczególnie zacięte były konfrontacje rozegrane przez Big Star na wyjeździe. - W Stalowej Woli walczyliśmy nie tylko z rywalem, ale także z kibicami oraz sędziami. Ściany pomagały gospodarzom jak mogły. Również jeden z arbitrów. Postronni obserwatorzy byli zszokowani błędami sędziowskimi. My jednak stoczyliśmy heroiczny bój i trudno było nam nie zaliczać punktów, gdy piłka wpadała do kosza - opowiada Służałek. - Liczymy, że teraz nasza hala wypełni się do ostatniego miejsca i to my będziemy w uprzywilejowanej sytuacji. Szanse na zwycięstwo oceniam jednak 50 na 50 - dodaje.
Mecz numer cztery zakończył się niezwykle niskim wynikiem, rzadko spotykanym w rywalizacji mężczyzn. Również w środę nie ma co oczekiwać wielu punktów. Na parkiecie będzie dominować defensywa. - W play-offach o zwycięstwie decyduje obrona. Tym bardziej w meczu, w którym spotykają się dwa najlepiej broniące zespoły w lidze - uważa szkoleniowiec Big Stara.
Na niski wynik będzie miało wpływ również zmęczenie koszykarzy. Zarówno Big Star, jak i Stal mają już w nogach w tym sezonie po 39 spotkań. Podobnie jedni jak i drudzy korzystają przeważnie z usług zaledwie 7-8 zawodników. - Jestem doświadczonym trenerem i wiem, że trzeba szybko zregenerować siły. W poniedziałek mieliśmy odnowę biologiczną, a we wtorek był tylko trening taktyczny, Zawodnicy są poobijani i odczuwają trudy rywalizacji, ale w dniu meczu wszyscy zapomną o drobnych urazach i będą gryźć parkiet - kończy Służałek.
[b]
Big Star Tychy - Stal Stalowa Wola
[/b]środa; 19:00
stan rywalizacji do 3 zwycięstw: 2-2
W środę, być może po tylu latach, uda się powrócić drużynie z naszego regionu na najwyższy szczebel rozgrywek męskiej koszykówki. - Zdajemy sobie z tego sprawę. Wszyscy oczekują od nas zwycięstwa. Trzeba pamiętać, że to jest tylko sport - przypomina szkoleniowiec Big Stara, Tomasz Służałek.
Trener tyszan zdaje sobie sprawę, że niebagatelną rolę w środowym pojedynku odegra psychika jego podopiecznych. Odpowiednie nastawienie mentalne ma być kluczem do osiągnięcia sukcesu. - Moi koszykarze w drugim meczu ocierali się już o ekstraklasę i niektórzy nie wytrzymali ciśnienia. Boję się, aby ten decydujący mecz ich nie przerósł. To jest mój główny cel, aby zawodnicy wyszli na parkiet pełni wiary w swoje możliwości i pokazali to, na co pracowali przez cały sezon - mówi Służałek.
O tym kto wygra decydujące stracie przesądzą niuanse. Dość powiedzieć, że z dotychczas rozegranych czterech spotkań w trzech losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich sekund. Szczególnie zacięte były konfrontacje rozegrane przez Big Star na wyjeździe. - W Stalowej Woli walczyliśmy nie tylko z rywalem, ale także z kibicami oraz sędziami. Ściany pomagały gospodarzom jak mogły. Również jeden z arbitrów. Postronni obserwatorzy byli zszokowani błędami sędziowskimi. My jednak stoczyliśmy heroiczny bój i trudno było nam nie zaliczać punktów, gdy piłka wpadała do kosza - opowiada Służałek. - Liczymy, że teraz nasza hala wypełni się do ostatniego miejsca i to my będziemy w uprzywilejowanej sytuacji. Szanse na zwycięstwo oceniam jednak 50 na 50 - dodaje.
Mecz numer cztery zakończył się niezwykle niskim wynikiem, rzadko spotykanym w rywalizacji mężczyzn. Również w środę nie ma co oczekiwać wielu punktów. Na parkiecie będzie dominować defensywa. - W play-offach o zwycięstwie decyduje obrona. Tym bardziej w meczu, w którym spotykają się dwa najlepiej broniące zespoły w lidze - uważa szkoleniowiec Big Stara.
Na niski wynik będzie miało wpływ również zmęczenie koszykarzy. Zarówno Big Star, jak i Stal mają już w nogach w tym sezonie po 39 spotkań. Podobnie jedni jak i drudzy korzystają przeważnie z usług zaledwie 7-8 zawodników. - Jestem doświadczonym trenerem i wiem, że trzeba szybko zregenerować siły. W poniedziałek mieliśmy odnowę biologiczną, a we wtorek był tylko trening taktyczny, Zawodnicy są poobijani i odczuwają trudy rywalizacji, ale w dniu meczu wszyscy zapomną o drobnych urazach i będą gryźć parkiet - kończy Służałek.
[b]
Big Star Tychy - Stal Stalowa Wola
[/b]środa; 19:00
stan rywalizacji do 3 zwycięstw: 2-2
Polecane
Koszykówka