Obrońca Piasta: Porażka byłaby blamażem, więc i ranga wzrosła
02.08.2012
- Zwycięstwo dla nas było obowiązkiem, a porażka zostałaby uznana za blamaż. Stąd taki ciężar, który na nas ciążył w tym meczu - mówi Damian Zbozień.
Jeśli beniaminek T-mobile Ekstraklasy, który w efektownym stylu rozkładał kolejnych I- ligowych rywali na łopatki, przyjeżdża do Limanowej na mecz z III- ligowcem, fani spodziewają się tylko jednego: wielu goli. Nic bardziej mylnego. - Ten mecz wcale nie miał być dla nikogo łatwy. My od początku nastawiliśmy się na wymagające spotkanie i takie w rzeczywistości ono było, stąd wygrana 1-0 jest na pewno zadowalająca - dodaje nowy zawodnik gliwickiego klubu.
Jak się okazało, mecz był trudny. Ale pewnie nie wszyscy mieli do tej batalii podobny stosunek, co młokos z obrony "Piastunek". - Jestem z tego terenu, więc był dodatkowy smaczek. Rodzina zgromadziła się na trybunach, byli też znajomi, ale nie było jednego - sentymentów. Czas na wszelkie przyjaźnie nadszedł już po meczu, bo w trakcie jego trwania robiłem wszystko, by do świętowania w Limanowej nie było okazji - zaznacza piłkarz.
Po trafieniu Adriana Sikory w 78. minucie, gliwiczanie jakby przenieśli się myślami do następnego pojedynku z Widzewem Łódź. - Ani przez chwilę nie myśleliśmy o Widzewie. Głównie dlatego, że wciąż nie mogliśmy być pewni, że awansujemy. Limanovia "przycisnęła" nas pod koniec, a prowadzenie jedną bramką może okazać się zdradzliwe - zdradza defensor.
Czy gra "Niebiesko-czerwonych" wygląda tak, jak to sobie założyli jeszcze przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego? - Został nam jeszcze sparing z Wisłą Kraków i mecz z Widzewem i teraz na tym się skupiamy. Są jeszcze aspekty, które trzeba poprawić przed rozpoczęciem sezonu, choć mimo to, nasza gra wygląda całkiem nieźle.
Jeśli beniaminek T-mobile Ekstraklasy, który w efektownym stylu rozkładał kolejnych I- ligowych rywali na łopatki, przyjeżdża do Limanowej na mecz z III- ligowcem, fani spodziewają się tylko jednego: wielu goli. Nic bardziej mylnego. - Ten mecz wcale nie miał być dla nikogo łatwy. My od początku nastawiliśmy się na wymagające spotkanie i takie w rzeczywistości ono było, stąd wygrana 1-0 jest na pewno zadowalająca - dodaje nowy zawodnik gliwickiego klubu.
Jak się okazało, mecz był trudny. Ale pewnie nie wszyscy mieli do tej batalii podobny stosunek, co młokos z obrony "Piastunek". - Jestem z tego terenu, więc był dodatkowy smaczek. Rodzina zgromadziła się na trybunach, byli też znajomi, ale nie było jednego - sentymentów. Czas na wszelkie przyjaźnie nadszedł już po meczu, bo w trakcie jego trwania robiłem wszystko, by do świętowania w Limanowej nie było okazji - zaznacza piłkarz.
Po trafieniu Adriana Sikory w 78. minucie, gliwiczanie jakby przenieśli się myślami do następnego pojedynku z Widzewem Łódź. - Ani przez chwilę nie myśleliśmy o Widzewie. Głównie dlatego, że wciąż nie mogliśmy być pewni, że awansujemy. Limanovia "przycisnęła" nas pod koniec, a prowadzenie jedną bramką może okazać się zdradzliwe - zdradza defensor.
Czy gra "Niebiesko-czerwonych" wygląda tak, jak to sobie założyli jeszcze przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego? - Został nam jeszcze sparing z Wisłą Kraków i mecz z Widzewem i teraz na tym się skupiamy. Są jeszcze aspekty, które trzeba poprawić przed rozpoczęciem sezonu, choć mimo to, nasza gra wygląda całkiem nieźle.
Polecane
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów