Obrońca GKS-u Katowice: Kibice podnieśli mi poziom adrenaliny

09.08.2009
- W Krakowie grywałem dla 500 widzów, dlatego atmosfera Bukowej dała mi ogromnego "kopa" - mówi Mateusz Niechciał, który spotkaniem ze Zniczem Pruszków zadebiutował w barwach GieKSy.
Może i mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, ale i to, jak zaczyna, też przecież jest istotne. A Mateusz Niechciał swoją przygodę z GieKSą rozpoczął znakomicie. - Trener mówił mi przed meczem, że muszę wyjść na zero z tyłu, a to, co uda mi się ugrać z przodu, będzie tylko na plus dla mnie - zaznacza 21-latek. Wyszło na to, że wspomnianych plusów uzbierał co najmniej kilka.

I to wszystko ledwie cztery dni po tym, jak formalnie stał się zawodnikiem katowiczan. - Spodziewałem się, że ze Zniczem wybiegnę w podstawowym składzie. To wynikało z treningów - wyjaśnia. Niechciał rzeczywiście wyszedł na murawę od pierwszej minuty i... doznał szoku!

- Gdy spojrzałem na trybuny, poczułem przypływ adrenaliny - wspomina z przymrużeniem oka. - Atmosfera była po prostu wspaniała. Do tej pory nie miałem okazji brać udziału w takim widowisku. Na Bukową trafiłem w końcu z III ligi. Spotkania Hutnika gromadziły po 500 kibiców. Od święta było ich może 1000. A tu nagle okazało się, że mam zagrać dla tak licznej publiki... - na wspomnienie piątkowego pojedynku na twarzy obrońcy pojawia się szeroki uśmiech.

Mało tego, Niechciał na lewej stronie defensywy GKS-u powinien zadomowić się na dłużej. Pomoże mu w tym pech uskarżającego się na zdrowie Pawła Kubiesa. - Poszukiwaliśmy takiego zawodnika jak Mateusz. Na tej pozycji mamy zresztą naprawdę fajną rywalizację. Dobrze z roli rezerwowego w starciu ze Zniczem wywiązał się bowiem Łukasz Uszalewski - wskazuje Adam Nawałka. Czy w tej sytuacji na Bukowej ktoś jeszcze... pamięta o Damianie Mielniku?
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również