Obrońca GKS-u Katowice grał z kontuzją i... będzie z nią grał nadal

20.06.2010
- Gdybym teraz poddał się operacji, to miałbym z głowy większość rundy jesiennej. Co najmniej. A skoro tyle czasu dawałem radę, to dlaczego nagle miałbym nie dać? - zapytuje Adrian Napierała.
Stoper GieKSy już od dłuższego czasu boryka się z kontuzją barku. Ten wyskakiwał mu... cztery razy. Konieczny jest zabieg. - Jeśli za parę spotkań okaże się, że walczymy o awans, to poczekam z tą operacją. Dobro zespołu jest najważniejsze - mówił w kwietniowej rozmowie z naszym portalem. Ostatecznie w ręce lekarzy się nie oddał, bo z gry wypadali inni kluczowi zawodnicy, a zespół zaczął w pewnym momencie drżeć o utrzymanie.

28-latek "pod nóż" powinien zatem iść teraz, po zakończeniu sezonu. Tyle że... takie rozwiązanie nie za bardzo mu odpowiada. - Pójdę raczej w zimie - podkreśla. - Proszę spojrzeć... Miesiąc chodziłbym w takim specjalnym temblaku, potem trzy tygodnie rehabilitacji, a przecież musiałbym później jeszcze dojść do odpowiedniej formy fizycznej. Innymi słowy, miałbym z głowy większość rundy jesiennej. Co najmniej - tłumaczy rosły obrońca.

Trzeba jednak pamiętać, że pewne ryzyko jest. - Z każdym kolejnym przypadkiem, kiedy ten bark wypadnie, jest z nim gorzej. Ale myślę, że sobie poradzę. Skoro
tyle czasu dawałem radę, to dlaczego nagle miałbym nie dać? - zapytuje.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również