Nowy nabytek Piasta zaprosi do Gliwic zawodnika... Realu Madryt?
16.09.2011
Piłkarz gliwickiego Piasta ma zamiar "ściągnąć" obrońcę Realu Madryt na Śląsk... - Nadal jest moim przyjacielem, cały czas utrzymujemy kontakt. A jak przyjedzie w przyszłym roku do Polski na mistrzostwa Europy, to zaproszę go do Gliwic - uśmiecha się piłkarz. Możliwe, że wtedy w Piaście będzie już więcej hiszpańskich piłkarzy. - Znam mnóstwo dobrych zawodników. Jak będzie trzeba, zrobię jakąś listę - deklaruje.
Na razie jednak zawodnik z Sewilli mieszka w gliwickim hotelu "Trzy światy", gdzie ma status jednego z najważniejszych gości. - Nasza pani kierownik troszczy się o jego dietę. Nie serwowaliśmy na przykład hiszpańskich dań, ale to już się zmieniło - oznajmia Artur Komorowski, barman tamtejszej restauracji, który pomaga piłkarzowi jako tłumacz. Z kolei gdy piłkarzowi przyplątała się choroba, opiekowała się nim menedżerka "Trzech Światów. - Ma na imię Agnieszka. Muszę jej zadedykować jakąś bramkę - mówi piłkarz. To jednak tylko wdzięczność, bo, jak sam podkreśla, liczy się dla niego tylko żona i 2-letnia córeczka. - Ich imiona mam nawet na butach do gry. To już taka moja tradycja. Zaczęła się, kiedy India przyszła na świat. Teraz ją i żonę chcę mieć zawsze przy sobie, nawet w czasie meczu - przyznaje piłkarz.
Choć Polska była dla Rubena kompletnie obcym krajem, zaczyna się w nim coraz lepiej aklimatyzować. - Ani ja, ani żona do tej pory nic o waszym kraju nie wiedzieliśmy. Jest więc tyle rzeczy do zobaczenia... Byłem już na rybach, widziałem gliwicką radiostację, ale to dopiero początek - deklaruje. A co ze znajomością polskiego futbolu? - Szczerze mówiąc, nie kojarzę żadnego waszego piłkarza - mówi. Po lekkiej sugestii dziennikarza "Sportu", przyznał jednak. - A tak, jasne! Oczywiście znam Jerzego Dudka, ale oprócz niego naprawdę nikogo. Wiem tylko, że w Polsce gra mój rodak Inaki Astiz - kończy Ruben Jurado Fernandez.
Na razie jednak zawodnik z Sewilli mieszka w gliwickim hotelu "Trzy światy", gdzie ma status jednego z najważniejszych gości. - Nasza pani kierownik troszczy się o jego dietę. Nie serwowaliśmy na przykład hiszpańskich dań, ale to już się zmieniło - oznajmia Artur Komorowski, barman tamtejszej restauracji, który pomaga piłkarzowi jako tłumacz. Z kolei gdy piłkarzowi przyplątała się choroba, opiekowała się nim menedżerka "Trzech Światów. - Ma na imię Agnieszka. Muszę jej zadedykować jakąś bramkę - mówi piłkarz. To jednak tylko wdzięczność, bo, jak sam podkreśla, liczy się dla niego tylko żona i 2-letnia córeczka. - Ich imiona mam nawet na butach do gry. To już taka moja tradycja. Zaczęła się, kiedy India przyszła na świat. Teraz ją i żonę chcę mieć zawsze przy sobie, nawet w czasie meczu - przyznaje piłkarz.
Choć Polska była dla Rubena kompletnie obcym krajem, zaczyna się w nim coraz lepiej aklimatyzować. - Ani ja, ani żona do tej pory nic o waszym kraju nie wiedzieliśmy. Jest więc tyle rzeczy do zobaczenia... Byłem już na rybach, widziałem gliwicką radiostację, ale to dopiero początek - deklaruje. A co ze znajomością polskiego futbolu? - Szczerze mówiąc, nie kojarzę żadnego waszego piłkarza - mówi. Po lekkiej sugestii dziennikarza "Sportu", przyznał jednak. - A tak, jasne! Oczywiście znam Jerzego Dudka, ale oprócz niego naprawdę nikogo. Wiem tylko, że w Polsce gra mój rodak Inaki Astiz - kończy Ruben Jurado Fernandez.
Polecane
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów