"Niebiescy" do piłkarzy Legii: Puchar wasz, mistrzostwo nasze!

24.04.2012
- Gdyby Andrzej Niedzielan wykorzystał jedną z sytuacji w drugiej połowie, to może by się to inaczej potoczyło. O tym rozmawialiśmy po zejściu do szatni - przyznał Wojciech Grzyb po meczu z Legią.
Czy to była pana ostatnia szansa na Puchar Polski w karierze piłkarza?

Wojciech Grzyb: - Wydaje mi się, że tak. Szkoda, że po raz drugi w mojej karierze schodzę jako przegrany w finale Pucharu Polski i zostaję z niczym.

Ale kariery pan chyba nie kończy?

- Muszę nieskromnie powiedzieć,  że chyba warto jeszcze pobiegać po boisku, bo fizycznie wyglądam dobrze. Wydaje mi się, że nie odstaję od młodszych kolegów. Zewsząd słyszę, że warto jeszcze pobiegać. Może zmieni się w końcu spojrzenie ludzi na piłkarzy, jeśli chodzi o metrykę i ludzie zaczną patrzeć na to, co prezentuje się na boisku.

Czy to większa presja sparaliżowała zawodników Ruchu Chorzów?

- Nie wiem.  Najłatwiej po meczu powiedzieć, że jeden i drugi zawodnik zagrał słabiej. Od oceniania są inni, m.in. media i trenerzy.  Faktem jest, że zagraliśmy słabo. Od samego początku, jako zespół. Nie ma co szukać winnych. Legia była lepsza i wygrała w pełni zasłużenie. Był jeden taki moment na początku drugiej połowy, że gdyby Andrzej Niedzielan wykorzystał jedną z sytuacji, to może by się to inaczej potoczyło. O tym rozmawialiśmy po zejściu do szatni.  Wówczas napędzilibyśmy Legii strachu, bo bardziej musiałaby uważać w obronie. Za chwilę dostaliśmy trzeciego gola i było już po meczu.

Jak oceni pan postawę kibiców Ruchu?

- Spisali się na medal. Podczas derbów znaleźli się tacy, którzy zaciemnili ich obraz. Dzisiaj pokazali się z rewelacyjnej strony, przypomniał mi się mecz w Wiedniu z Austrią. Wówczas kibice świetnie dopingowali, a my przegraliśmy podobnie 0-3. Kiedy oni wznoszą się na wyżyny, my nie dajemy im powodów do radości. Po podejściu do kibiców usłyszeliśmy wiele słów otuchy. Sympatycy mówili nam, że nie wszystko stracone, mamy szanse w lidze. Na gorąco rozmawialiśmy także z zawodnikami Legii i mówiliśmy im, że puchar dla nich, a mistrz dla nas. Nie pozostaje nic innego jak zgarnąć im mistrzostwo sprzed nosa.

Taka porażka może zostawić ślad w psychice?

- Mamy kilka dni na to, aby podbudować się fizycznie i psychicznie. Wiadomo, że taka porażka gdzieś tam może się wryć w pamięć. Cała sztuka będzie polegała na tym, żeby od jutra zapomnieć o Legii i myśleć o ŁKS-ie. Trudno, puchar przeszedł nam kolo nosa. To już jest dla nas historia.

Jesteście zaskoczeni, że na finał wybrało się tak mało kibiców?

- Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, że dwóch renomowanych przeciwników gra przy malej publice. Duża stawka. Wydawało mi się, że Puchar Polski ma większy prestiż. Graliśmy na niewielkim stadionie i było tak mało widzów. To już raczej pytanie do organizatorów. Gdyby mecz odbył się na stadionie narodowym, to te osiem tysięcy nie wyglądałoby za dobrze. Za to ci, którzy przyjechali z Chorzowa, pokazali klasę.
autor: Szymon Ziober

Przeczytaj również