"Nie zabrakło nam charakteru, woli walki i chęci zwycięstwa"
27.04.2014
Rola "jokera" ostatnio pasuje Michałowi Zielińskiemu. Napastnik GieKSy w spotkaniu z Energetykiem ROW Rybnik wpisał się na listę strzelców zaledwie trzy minuty po wejściu na boisku. Co prawda we wczorajszym pojedynku z Kolejarzem Stróże potrzebował nieco więcej czasu, ale za to pokonał bramkarza gości dwukrotnie.
Do wyrównania Zieliński doprowadził uderzeniem głową, z kolei gol, który dał prowadzenie gospodarzom padł po kontrze, za którą "Zielu" odpowiadał. To on miał piłkę przy nodze i to on musiał zadecydować, czy podać do jednego z trzech nadbiegających kolegów z drużyny, czy też samemu pokusić się o uderzenie.
Zieliński wybrał tę drugą opcję. Jak się okazało - słusznie. Piłka po jego uderzeniu zza pola karnego wpadła do bramki, dzięki czemu katowiczanie wyszli na prowadzenie. - Niepotrzebnie się chyba później wróciłem do obrony... - przyznał autor dwóch goli.
Wychowanek Concordii Knurów, mimo dwóch zdobytych goli, w głowie miał inną sytuację - tę, po której do wyrównania doprowadził Kamil Adamek. - Ja byłem ostatnim obrońcą i jeżeli nie było spalonego, to był to mój błąd. Szkoda, bo prowadziliśmy i nic nie wskazywało na to, że możemy zremisować. Tym bardziej przykro, że podnosimy się z kolan, wychodzimy na prowadzenie i tylko remisujemy - skomentował Zieliński.
- Szkoda, że nie wygraliśmy, bo na pewno nie zabrakło nam charakteru, woli walki i chęci zwycięstwa. Naprawdę gryźliśmy trawę i chcieliśmy za wszelką cenę wygrać. Po raz kolejny to się nie udaje... - kręcił głową po spotkaniu Zieliński. Pewnym pocieszeniem dla GieKSy jest to, że - jak na razie - w 27. kolejce padają głównie remisy i sytuacja w tabeli nie różni się zbyt mocno od tej, która miała miejsce jeszcze kilka dni temu.
- Nie mamy co patrzeć na innych. Przerabiałem ten scenariusz w Cracovii w zeszłym roku. Z czołówki nikt nie wygrywał i stabilnie punktując można było spokojnie awansować, nawet będąc na szóstym, siódmym miejscu. Nic nie było stracone. Dopóki jest płomyk nadziei, to wierzymy, a nie poddajmy się w 30. minucie, bo to nie o to chodzi - powiedział Zieliński.
Niektórzy faktycznie poddali się jeszcze w pierwszej połowie. Część sympatyków po pierwszym golu dla Kolejarza skupiła się wyłącznie na obrażaniu i szydzeniu z zawodników. - Znowu nam nie pomogli. Wyzwiska pod naszymi nazwiskami nie są miłe. Wszyscy jesteśmy rozgoryczeni. My, zarząd, kibice. Cel, który zakładaliśmy oddala się i można już powiedzieć, że ciężko będzie go zrealizować, ale wszyscy jedziemy na jednym wózku. Kibice, dopóki jest nadzieja, powinni nam pomagać, a jest zdecydowanie inaczej - podsumował piłkarz GKS-u.
Do wyrównania Zieliński doprowadził uderzeniem głową, z kolei gol, który dał prowadzenie gospodarzom padł po kontrze, za którą "Zielu" odpowiadał. To on miał piłkę przy nodze i to on musiał zadecydować, czy podać do jednego z trzech nadbiegających kolegów z drużyny, czy też samemu pokusić się o uderzenie.
Zieliński wybrał tę drugą opcję. Jak się okazało - słusznie. Piłka po jego uderzeniu zza pola karnego wpadła do bramki, dzięki czemu katowiczanie wyszli na prowadzenie. - Niepotrzebnie się chyba później wróciłem do obrony... - przyznał autor dwóch goli.
Wychowanek Concordii Knurów, mimo dwóch zdobytych goli, w głowie miał inną sytuację - tę, po której do wyrównania doprowadził Kamil Adamek. - Ja byłem ostatnim obrońcą i jeżeli nie było spalonego, to był to mój błąd. Szkoda, bo prowadziliśmy i nic nie wskazywało na to, że możemy zremisować. Tym bardziej przykro, że podnosimy się z kolan, wychodzimy na prowadzenie i tylko remisujemy - skomentował Zieliński.
- Szkoda, że nie wygraliśmy, bo na pewno nie zabrakło nam charakteru, woli walki i chęci zwycięstwa. Naprawdę gryźliśmy trawę i chcieliśmy za wszelką cenę wygrać. Po raz kolejny to się nie udaje... - kręcił głową po spotkaniu Zieliński. Pewnym pocieszeniem dla GieKSy jest to, że - jak na razie - w 27. kolejce padają głównie remisy i sytuacja w tabeli nie różni się zbyt mocno od tej, która miała miejsce jeszcze kilka dni temu.
- Nie mamy co patrzeć na innych. Przerabiałem ten scenariusz w Cracovii w zeszłym roku. Z czołówki nikt nie wygrywał i stabilnie punktując można było spokojnie awansować, nawet będąc na szóstym, siódmym miejscu. Nic nie było stracone. Dopóki jest płomyk nadziei, to wierzymy, a nie poddajmy się w 30. minucie, bo to nie o to chodzi - powiedział Zieliński.
Niektórzy faktycznie poddali się jeszcze w pierwszej połowie. Część sympatyków po pierwszym golu dla Kolejarza skupiła się wyłącznie na obrażaniu i szydzeniu z zawodników. - Znowu nam nie pomogli. Wyzwiska pod naszymi nazwiskami nie są miłe. Wszyscy jesteśmy rozgoryczeni. My, zarząd, kibice. Cel, który zakładaliśmy oddala się i można już powiedzieć, że ciężko będzie go zrealizować, ale wszyscy jedziemy na jednym wózku. Kibice, dopóki jest nadzieja, powinni nam pomagać, a jest zdecydowanie inaczej - podsumował piłkarz GKS-u.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku