Nie wszyscy piłkarze GieKSy otrzymają naganę. Szala zapunktował...
01.11.2010
O co Wojciech Stawowy miał wczoraj do swoich graczy największe pretensje? - Przede wszystkim przestaliśmy grać po stracie pierwszej bramki, która przecież niczego nie przesądzała. Później zaś nie byliśmy w stanie choćby stworzyć sobie okazji bramkowych - zauważył szkoleniowiec GKS-u i dodał: - Może zbyt szybko zaczynamy wierzyć, że nic złego już nam się nie przytrafi? Tak było z ŁKS-em, ale również tydzień wcześniej, z Sandecją...
- Pierwsza połowa pokazała, że możemy być w starciu z liderem nie tylko równorzędnym rywalem, ale i zespołem od niego lepszym - zaznaczał z kolei Maciej Wierzbicki. - W przerwie mobilizowaliśmy się, że drugie 45 minut musimy zagrać tak samo. Tyle że wróciliśmy na boisko jacyś tacy bojaźliwi - nie krył młody bramkarz, który od razu wziął też na siebie winę za stratę trzeciego gola. Stawowy natomiast przed dziennikarzami oceniać jego postawy nie chciał...
- Bramki zawsze padają po błędach, a indywidualną oceną każdego z zawodników zajmę się w szatni. Nie mam zamiaru nikogo publicznie wskazywać. Mogę powiedzieć tyle, że drugiej i trzeciej bramki spokojnie mogliśmy uniknąć - stwierdził trener. Jednocześnie żałował też, że tak późno wpuścił na murawę Wojciecha Szalę. Ten zameldował się na niej w 64. minucie, kiedy było już praktycznie "pozamiatane".
- Wejście Wojtka bardzo uspokoiło naszą grę, dzięki niemu ona wróciła do normy. Szkoda, że nie zdecydowałem się na takim manewr już od początku drugiej części. Taki zawodnik jest nam potrzebny... - pochwalił Stawowy.
- Pierwsza połowa pokazała, że możemy być w starciu z liderem nie tylko równorzędnym rywalem, ale i zespołem od niego lepszym - zaznaczał z kolei Maciej Wierzbicki. - W przerwie mobilizowaliśmy się, że drugie 45 minut musimy zagrać tak samo. Tyle że wróciliśmy na boisko jacyś tacy bojaźliwi - nie krył młody bramkarz, który od razu wziął też na siebie winę za stratę trzeciego gola. Stawowy natomiast przed dziennikarzami oceniać jego postawy nie chciał...
- Bramki zawsze padają po błędach, a indywidualną oceną każdego z zawodników zajmę się w szatni. Nie mam zamiaru nikogo publicznie wskazywać. Mogę powiedzieć tyle, że drugiej i trzeciej bramki spokojnie mogliśmy uniknąć - stwierdził trener. Jednocześnie żałował też, że tak późno wpuścił na murawę Wojciecha Szalę. Ten zameldował się na niej w 64. minucie, kiedy było już praktycznie "pozamiatane".
- Wejście Wojtka bardzo uspokoiło naszą grę, dzięki niemu ona wróciła do normy. Szkoda, że nie zdecydowałem się na takim manewr już od początku drugiej części. Taki zawodnik jest nam potrzebny... - pochwalił Stawowy.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku