"Nie oszukujmy się - to, co reprezentujemy, jest hokejem półzawodowym"
15.01.2013
W czasie letniej przerwy w rozgrywkach, Kosowski przebywał na testach w HC Lev Praga. Do transferu nie było, ale przynajmniej bramkarz mógł porównać w jakich warunkach pracuje się w Polsce, a w jakich w Czechach.
- Porównam to do jazdy samochodem. To tak, jakby ktoś jeździł seicento i przesiadł się do najnowszego modelu audi. Miałem okazję przez dwa tygodnie uczestniczyć w przygotowaniach i otworzyło mi to oczy i było bardzo cennym doświadczeniem. Mogę porównać to, co jest w Polsce z tym, co może być osiągalne. Uważamy się za zawodowców, lecz nie oszukujmy się - to, co reprezentujemy, jest hokejem półzawodowym - nie ma wątpliwości Kosowski.
- Tam jest inny świat, treningi i podejście samych zawodników. Panuje ogromna konkurencja. Na jedno miejsce jest kilkunastu zawodników. Zaskoczyło mnie też to, że 80 procent zawodników miało przeszłość w NHL. Zawsze myślałem, że to są ludzie chodzący z nosami w górze. Okazało się, że są bardzo sympatyczni i z wszystkimi można normalnie porozmawiać i pożartować. To fajni koledzy w szatni i poza nią, a na lodzie bardzo wartościowi zawodnicy - wspomina zawodnik, który niedawno mógł ze swoim klubem świętować zdobycie Pucharu Polski.
- Byłem tym wszystkim strasznie podekscytowany i szczerze powiedziawszy to bałem się końcowych minut. Często w sezonie bywało tak, że przegrywaliśmy dosłownie w ostatnich momentach. W pamięci szczególnie utkwił mi moment, gdy było 30 sekund do końca i nasz kapitan Maciej Urbanowicz przejął krążek w rogu lodowiska. Wiedziałem już wtedy, że Sanok nam tego meczu nie odbierze. W tym momencie przyszedł luz, a po końcowym gwizdku prawdziwa euforia - mówi Kosowski.
- Porównam to do jazdy samochodem. To tak, jakby ktoś jeździł seicento i przesiadł się do najnowszego modelu audi. Miałem okazję przez dwa tygodnie uczestniczyć w przygotowaniach i otworzyło mi to oczy i było bardzo cennym doświadczeniem. Mogę porównać to, co jest w Polsce z tym, co może być osiągalne. Uważamy się za zawodowców, lecz nie oszukujmy się - to, co reprezentujemy, jest hokejem półzawodowym - nie ma wątpliwości Kosowski.
- Tam jest inny świat, treningi i podejście samych zawodników. Panuje ogromna konkurencja. Na jedno miejsce jest kilkunastu zawodników. Zaskoczyło mnie też to, że 80 procent zawodników miało przeszłość w NHL. Zawsze myślałem, że to są ludzie chodzący z nosami w górze. Okazało się, że są bardzo sympatyczni i z wszystkimi można normalnie porozmawiać i pożartować. To fajni koledzy w szatni i poza nią, a na lodzie bardzo wartościowi zawodnicy - wspomina zawodnik, który niedawno mógł ze swoim klubem świętować zdobycie Pucharu Polski.
- Byłem tym wszystkim strasznie podekscytowany i szczerze powiedziawszy to bałem się końcowych minut. Często w sezonie bywało tak, że przegrywaliśmy dosłownie w ostatnich momentach. W pamięci szczególnie utkwił mi moment, gdy było 30 sekund do końca i nasz kapitan Maciej Urbanowicz przejął krążek w rogu lodowiska. Wiedziałem już wtedy, że Sanok nam tego meczu nie odbierze. W tym momencie przyszedł luz, a po końcowym gwizdku prawdziwa euforia - mówi Kosowski.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów