Nawałka chciał sprowadzić na Bukową trzech znanych napastników

11.08.2009
Marcin Folc z Piasta Gliwice, Tomasz Chałas ze Znicza Pruszków i Mouhamadou Traore z GKP Gorzów Wielkopolski - przymiarki do tej trójki czynił niedawno I-ligowy GKS Katowice.
Adam Nawałka podkreśla często, że rozumie tych z kibiców, którzy woleliby, by GieKSa grała dwójką napastników. Do takiej taktyki szkoleniowcowi brakuje jednak odpowiednich wykonawców. Grażvydas Mikulenas ma już swoje lata, Krzysztofowi Kaliciakowi zdarzają się wahania formy, a Remigiusz Malicki i Łukasz Mieszczak potrzebują jeszcze czasu, by na dobre przystosować się do warunków obowiązujących na zapleczu ekstraklasy.

Tymczasem okazuje się, że w trakcie letniej przerwy w rozgrywkach Nawałka postawił sobie za cel ten stan rzeczy zmienić. O perypetiach związanych z próbą ściągnięcia do klubu Bartłomieja Dudzica z Cracovii powszechnie wiadomo. Ale mało kto zdaje sobie sprawę, jakie nazwiska tak naprawdę znajdowały się na czele listy życzeń opiekuna katowiczan.

- Chcieliśmy zakontraktować Marcina Folca z Piasta Gliwice, Tomasza Chałasa ze Znicza Pruszków i Mauhamadou Traore z GKP Gorzów Wielkopolski - przyznaje Nawałka. - Takie transfery wiązałyby się ze sporymi nakładami. W każdym przypadku rozmowy szybko się kończyły - trener zespołu z Bukowej nie ma na myśli tylko apanaży samych zawodników, ale i sum odstępnego, jakie usatysfakcjonowałyby ich pracodawców. Przykładowo, Traore z obecnym klubem wiąże jeszcze roczny kontrakt, a do tanich piłkarzy Senegalczyk nie należy.

Okazja do przekonania się, czy Nawałka obrał słuszny kierunek, nadarzyła się bardzo szybko. Już w 2. kolejce do Katowic zjechał bowiem Znicz z Chałasem w składzie. Choć młody snajper gola nie zdobył, to napsuł obrońcom gospodarzy sporo krwi. - Zainteresowanie ze strony GKS-u? Mój menedżer o niczym takim mi nie wspominał - wyjaśnia 21-latek.

Jak widać, katowicki klub rzeczywiście nie miał szans konkurować o graczy tej klasy.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również