Naprzód - Tychy 2-4
23.11.2008
Tuż przed meczem młodzi adepci hokeja z drużyny Naprzodu zaprezentowali puchar zdobyty na turnieju mikrusów zorganizowanym przez Śląski Związek Hokeja na Lodzie. Na tym jednak przyjemności dla miejscowych fanów się skończyły.
Po niespełna półtorej minucie ich pupile stracili pierwszego gola. Michał Garbocz wystawił krążek Piotrowi Sarnikowi, a ten wykorzystał złe ustawienie Michała Elżbieciaka. W odpowiedzi Waldemar Klisiak dwukrotnie był bliski szczęścia. Najpierw po jego strzale „gumę” z linii bramkowej wybił Michał Kotlorz, a następnie zabrakło paru centymetrów, gdyż trafił w słupek. To się szybko zemściło. Ponownie w roli głównej wystąpił Sarnik i było 2-0. - Przespaliśmy początek spotkania. Myślami byliśmy zupełnie gdzie indziej. Zabrakło koncentracji, czego efektem były szybko stracone bramki. Dopiero wtedy nastąpiło przebudzenie i zaczęliśmy gonić wynik - wyjaśniał po spotkaniu Waldemar Klisiak, napastnik Naprzodu. Rzeczywiście miejscowi rzucili się do odrabiania strat. Jednak na niewiele się to zdało, ponieważ Arkadiusz Sobecki, tyski golkiper, spisywał się znakomicie. Mimo wielu sytuacji pod jego bramką ani razu nie dał się zaskoczyć.
Dopiero w drugiej odsłonie Klisiakowi udało się strzelić kontaktowego gola. Na trybunach wzmógł się doping, co dodatkowo uskrzydliło katowickich zawodników. Bliski wyrównania był Ondrej Lauko, który w przewadze dwukrotnie groźnie strzelał, ale na dobrze dysponowanego Sobeckiego to było zbyt mało. Po drugiej stronie starszego z braci Elżbieciaków niepokoił Bartosz Matczak, jednak również czynił to nieskutecznie.
Gdy wydawało się, że w końcu padnie bramka wyrównująca, Tomasz Proszkiewicz podwyższył rezultat. Chwilę później na ławce kar usiadł Adrian Parzyszek i gospodarze grali z przewaga jednego zawodnika. Udało się to wykorzystać i ponownie zmniejszyć straty. Marek Pohl otrzymał podanie zza bramki od Tomasza Jóźwika i z najbliższej odległości trafił w samo „okienko”. Odpowiedz przyjezdnych była jednak natychmiastowa. Kilkanaście sekund wystarczyło, aby po dwójkowej akcji Sarnika ze Sławomirem Krzakiem, ten drugi odebrał nadzieje miejscowym na korzystny rezultat. Strata kolejnego gola wyraźnie podłamała janowian. Ciężko im było się podnieść i zagrozić bramce rywala. Co prawda w ostatniej minucie udało im się trafić do siatki, ale sędzia bramki nie uznał. Arbiter stwierdził, że napastnik Naprzodu stał w polu bramkowym, co jest niedozwolone, dlatego wynik nie uległ zmianie.
Głos trenerów
[b]Jaroslav Lehocki [/b](trener Naprzodu): Był to dla nas nieudany mecz. Straciliśmy na początku dwie bramki, a z taką drużyną, jaką jest GKS ciężko odrabia się straty. Udało nam się dwukrotnie zdobyć kontaktowego gola, ale odpowiedź rywali była natychmiastowa.
[b]Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u): Zagraliśmy dobry mecz. Szybko udało się wyjść na prowadzenie, co pozwoliło uspokoić grę. Chłopcy walczyli, wykonali założenia taktyczne i to przyniosło efekt.
Po niespełna półtorej minucie ich pupile stracili pierwszego gola. Michał Garbocz wystawił krążek Piotrowi Sarnikowi, a ten wykorzystał złe ustawienie Michała Elżbieciaka. W odpowiedzi Waldemar Klisiak dwukrotnie był bliski szczęścia. Najpierw po jego strzale „gumę” z linii bramkowej wybił Michał Kotlorz, a następnie zabrakło paru centymetrów, gdyż trafił w słupek. To się szybko zemściło. Ponownie w roli głównej wystąpił Sarnik i było 2-0. - Przespaliśmy początek spotkania. Myślami byliśmy zupełnie gdzie indziej. Zabrakło koncentracji, czego efektem były szybko stracone bramki. Dopiero wtedy nastąpiło przebudzenie i zaczęliśmy gonić wynik - wyjaśniał po spotkaniu Waldemar Klisiak, napastnik Naprzodu. Rzeczywiście miejscowi rzucili się do odrabiania strat. Jednak na niewiele się to zdało, ponieważ Arkadiusz Sobecki, tyski golkiper, spisywał się znakomicie. Mimo wielu sytuacji pod jego bramką ani razu nie dał się zaskoczyć.
Dopiero w drugiej odsłonie Klisiakowi udało się strzelić kontaktowego gola. Na trybunach wzmógł się doping, co dodatkowo uskrzydliło katowickich zawodników. Bliski wyrównania był Ondrej Lauko, który w przewadze dwukrotnie groźnie strzelał, ale na dobrze dysponowanego Sobeckiego to było zbyt mało. Po drugiej stronie starszego z braci Elżbieciaków niepokoił Bartosz Matczak, jednak również czynił to nieskutecznie.
Gdy wydawało się, że w końcu padnie bramka wyrównująca, Tomasz Proszkiewicz podwyższył rezultat. Chwilę później na ławce kar usiadł Adrian Parzyszek i gospodarze grali z przewaga jednego zawodnika. Udało się to wykorzystać i ponownie zmniejszyć straty. Marek Pohl otrzymał podanie zza bramki od Tomasza Jóźwika i z najbliższej odległości trafił w samo „okienko”. Odpowiedz przyjezdnych była jednak natychmiastowa. Kilkanaście sekund wystarczyło, aby po dwójkowej akcji Sarnika ze Sławomirem Krzakiem, ten drugi odebrał nadzieje miejscowym na korzystny rezultat. Strata kolejnego gola wyraźnie podłamała janowian. Ciężko im było się podnieść i zagrozić bramce rywala. Co prawda w ostatniej minucie udało im się trafić do siatki, ale sędzia bramki nie uznał. Arbiter stwierdził, że napastnik Naprzodu stał w polu bramkowym, co jest niedozwolone, dlatego wynik nie uległ zmianie.
Głos trenerów
[b]Jaroslav Lehocki [/b](trener Naprzodu): Był to dla nas nieudany mecz. Straciliśmy na początku dwie bramki, a z taką drużyną, jaką jest GKS ciężko odrabia się straty. Udało nam się dwukrotnie zdobyć kontaktowego gola, ale odpowiedź rywali była natychmiastowa.
[b]Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u): Zagraliśmy dobry mecz. Szybko udało się wyjść na prowadzenie, co pozwoliło uspokoić grę. Chłopcy walczyli, wykonali założenia taktyczne i to przyniosło efekt.
Polecane
Polska Hokej Liga