Naprzód - Tychy 2-3

09.01.2009
Mecz trzymał w napięciu do ostatniej syreny. Osłabieni brakiem kilku zawodników tyszanie wchodzą na wysokie obroty, choć akurat w Janowie dopisała im duża dawka szczęścia.
- Oddaliśmy 50 strzałów na bramkę przeciwnika. Nie mam więc powodów, aby cokolwiek mówić swoim zawodnikom. Był to pojedynek z bramkarzem Tychów - podkreślił Jaroslav Lehocky. Szkoleniowiec Naprzodu dopiero w trzeciej tercji doczekał się przełamania nieskuteczności. Wcześniej ekipa z Janowa przeważała, lecz biła głową w mur. [b]

[/b]Tychy zagrały w osłabionym składzie bez Bacula, Jakubika i Sarnika. Między słupkami stanął zaś Witek. - Daliśmy odpocząć Sobeckiemu - tłumaczył trener Miroslav Ihnaczak. Manewr okazał się dobrą decyzją, bo dotąd rezerwowy bronił solidnie i długo zachowywał czyste konto. Imponował szczególnie w drugiej tercji, kiedy Naprzód rzucił się do zmasowanych ataków, aby odrobić stratę jednej bramki. Wojtarowicz próbował z bliska, Pohl z dystansu... Krążek, jak zaczarowany, nie chciał wpaść do bramki.

- Mieliśmy super okazje, a to rywale kontrowali i trafiali - kręcił głową Marcin Słodczyk, który co prawda w końcu strzelił bramkę, lecz później zmarnował rzut karny. - Szkoda, bo byłoby więcej czasu, aby odrobić straty. Nie czułem jakoś krążka - przyznał zawodnik Naprzodu.

Nim do wspomnianej sytuacji doszło, wracający po chorobie Gonera strzelił drugiego gola, a wynik podwyższył Garbocz, po szybkiej kontrze. Tyszanie nawet w osłabieniu byli w stanie pokonać M. Elżbieciaka. W ostatniej odsłonie zafundowali sobie z kolei nerwówkę. - Rozluźniliśmy się i zaczęliśmy żartować w szatni. To się zemściło, bo Naprzód zaczął odrabiać straty - zauważył Michał Gonera.

Gole Słodczyka i Lauko były niemal identyczne. Obaj dopełnili formalności, posyłając krążek do pustej bramki. Zrobiło się gorąco. Obie drużyny przyspieszyły tempo. - Na szczęście wytrzymaliśmy psychicznie. Mamy nauczkę, że nie można się zdekoncentrować - dodał Gonera.

Konferencja prasowa

[b]Miroslav Ihnaczak[/b] (trener GKS-u): To był dobry mecz, który rozpoczął się po naszej myśli. Pozytywnie spisał się Witek.

[b]Jaroslav Lehocky[/b] (trener Naprzodu): Też uważam, że to było dobre spotkanie, choć przecież wynik nas nie cieszy. Ważne jednak, że nawet przy wyniku 0-3 moi zawodnicy walczyli. Dali z siebie wszystko. Zabrakło im szczęścia.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również