Naprzód - Tychy 1-2
17.02.2009
Oprawa przedmeczowa przygotowana przez organizatorów mogła wskazywać, że za chwilę licznie przybyli kibice będą świadkami wielkiego spektaklu. Można jednak śmiało zaryzykować tezę, że aktorzy tego widowiska nieco zawiedli. Wszyscy spodziewali się szybkiego, stojącego na wysokim poziomie spotkania, a zobaczyli mecz, w którym tylko nieliczne momenty przypominały o randze pojedynku. Jedyne, czego nie zabrakło, to sporej ilości kar.
Już jedne z pierwszych wykluczeń sprawiły, że goście objęli prowadzenie. Zawodnicy obu zespołów zostali wysłani na przymusowy odpoczynek. Na lodzie zrobiło się luźniej i Bakrlik wykorzystał sytuację. Do wyrównania mógł doprowadzić Jóźwik, ale zmarnował tzw. "setkę”. Tuż przed przerwą po raz pierwszy zaiskrzyło. Doszło nawet do rękoczynów pomiędzy Cinalskim i Wołkowiczem, do których dołączyli kolejni hokeiści.
Początek następnej odsłony należał ponownie do przyjezdnych. Parzyszek otrzymał podanie od Bacula i podwyższył rezultat. Przewaga tyszan wzrosła do tego stopnia, że rywale nie mogli wyjść z własnej tercji obronnej. W szeregach GKS-u wyróżniał się powracający po chorobie Sarnik. Jednak mecz zakończył się dla niego przedwcześnie. Został rzucony na bandę i z rozciętym łukiem brwiowym opuścił taflę. - Założono mi jeden szew, ale z zakrwawioną koszulką nie mogłem kontynuować gry. Liczę jednak, że jutro już będę mógł wyjechać na lód - powiedział Piotr Sarnik, napastnik Tychów.
W ciągu niespełna minuty kibice miejscowych dwukrotnie cieszyli się z bramek. Pierwsza radość była jednak przedwczesna. Trafienie Wojtarowicza nie zostało zaliczone, ponieważ wcześniej był spalony. Kilkanaście sekund później feta była już jak najbardziej uzasadniona. Klisiak otrzymał podanie od wspomnianego Wojtarowicza i zdobył kontaktowego gola.
Naprzód ruszył do ataku, ale to przeciwnik był bliższy podwyższenia rezultatu. Woźnica nie wykorzystał pojedynku z Michałem Elżbieciakiem, a Bacul nie trafił do pustej bramki. - Jak się nie wykorzystuje można powiedzieć "dwustuprocentowych" sytuacji, to później jest nerwówka - tłumaczył Sebastian Gonera, obrońca tyszan. W odpowiedzi janowianie mogli wyrównać, ale Klisiak trafił w słupek. - W końcówce dopisało nam szczęście i udało się dowieźć wynik do ostatniej syreny - dodał Gonera.
Pod szatniami
[b]
Waldemar Klisiak [/b](napastnik Naprzodu): Presja występu przed własną publicznością chyba nas sparaliżowała. Zagraliśmy dużo słabiej niż poprzednie pojedynki w Tychach. Nie pozostaje nam nic innego jak wygrać dwa kolejne spotkania.
[b]Adrian Parzyszek[/b] (napastnik GKS-u): Był to ciężki mecz na trudnym terenie. Odnieśliśmy bardzo ważne zwycięstwo, które znacznie przybliżyło nas do awansu.
Konferencja prasowa
[b]Jaroslav Lehocky[/b] (trener Naprzodu): Źle weszliśmy w to spotkanie. Szybko straciliśmy bramkę. Chłopcy walczyli do końca jednak jeden gol, to było za mało.
[b]
Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u): O zwycięstwo nie było łatwo. Zagraliśmy jednak dobrze taktycznie. Do tego zawodnicy pokazali charakter i walczyli do końca.[b]
[/b]
Już jedne z pierwszych wykluczeń sprawiły, że goście objęli prowadzenie. Zawodnicy obu zespołów zostali wysłani na przymusowy odpoczynek. Na lodzie zrobiło się luźniej i Bakrlik wykorzystał sytuację. Do wyrównania mógł doprowadzić Jóźwik, ale zmarnował tzw. "setkę”. Tuż przed przerwą po raz pierwszy zaiskrzyło. Doszło nawet do rękoczynów pomiędzy Cinalskim i Wołkowiczem, do których dołączyli kolejni hokeiści.
Początek następnej odsłony należał ponownie do przyjezdnych. Parzyszek otrzymał podanie od Bacula i podwyższył rezultat. Przewaga tyszan wzrosła do tego stopnia, że rywale nie mogli wyjść z własnej tercji obronnej. W szeregach GKS-u wyróżniał się powracający po chorobie Sarnik. Jednak mecz zakończył się dla niego przedwcześnie. Został rzucony na bandę i z rozciętym łukiem brwiowym opuścił taflę. - Założono mi jeden szew, ale z zakrwawioną koszulką nie mogłem kontynuować gry. Liczę jednak, że jutro już będę mógł wyjechać na lód - powiedział Piotr Sarnik, napastnik Tychów.
W ciągu niespełna minuty kibice miejscowych dwukrotnie cieszyli się z bramek. Pierwsza radość była jednak przedwczesna. Trafienie Wojtarowicza nie zostało zaliczone, ponieważ wcześniej był spalony. Kilkanaście sekund później feta była już jak najbardziej uzasadniona. Klisiak otrzymał podanie od wspomnianego Wojtarowicza i zdobył kontaktowego gola.
Naprzód ruszył do ataku, ale to przeciwnik był bliższy podwyższenia rezultatu. Woźnica nie wykorzystał pojedynku z Michałem Elżbieciakiem, a Bacul nie trafił do pustej bramki. - Jak się nie wykorzystuje można powiedzieć "dwustuprocentowych" sytuacji, to później jest nerwówka - tłumaczył Sebastian Gonera, obrońca tyszan. W odpowiedzi janowianie mogli wyrównać, ale Klisiak trafił w słupek. - W końcówce dopisało nam szczęście i udało się dowieźć wynik do ostatniej syreny - dodał Gonera.
Pod szatniami
[b]
Waldemar Klisiak [/b](napastnik Naprzodu): Presja występu przed własną publicznością chyba nas sparaliżowała. Zagraliśmy dużo słabiej niż poprzednie pojedynki w Tychach. Nie pozostaje nam nic innego jak wygrać dwa kolejne spotkania.
[b]Adrian Parzyszek[/b] (napastnik GKS-u): Był to ciężki mecz na trudnym terenie. Odnieśliśmy bardzo ważne zwycięstwo, które znacznie przybliżyło nas do awansu.
Konferencja prasowa
[b]Jaroslav Lehocky[/b] (trener Naprzodu): Źle weszliśmy w to spotkanie. Szybko straciliśmy bramkę. Chłopcy walczyli do końca jednak jeden gol, to było za mało.
[b]
Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u): O zwycięstwo nie było łatwo. Zagraliśmy jednak dobrze taktycznie. Do tego zawodnicy pokazali charakter i walczyli do końca.[b]
[/b]
Polecane
Polska Hokej Liga