Naprzód - Stoczniowiec 6-4. Zachowali nadzieje na "szóstkę"
13.11.2009
Mecz w Katowicach, mający spore znaczenie dla układu tabeli, a dokładniej mówiąc dla kształtu pierwszej "szóstki", zapowiadał się emocjonująco. Przybyli kibice się nie zawiedli. Na Jantorze zobaczyli dziesięć goli.
Już pierwsze sekundy przyniosły bramki. Worek rozwiązał Słodczyk, po bardzo ładnym podaniu Zatki. - Wszystko pięknie się zaczęło - cieszył się z trafienia kapitan Naprzodu. - Mamy jednak taką mentalność, że przy prowadzeniu następuje rozprężenie. Przeciwnik to wyczuwa i zaczyna napierać. Robi się nerwowo i roztrwaniamy przewagę - kręcił głową napastnik, komentując to, co stało się chwilę później. Strzał Bartłomieja Wróbla Michał Elżbieciak, zmagający się jeszcze wczoraj z gorączką, obronił, ale wobec uderzeń Rompkowskiego i Ziółkowskiego nie miał już szans. Gospodarze wrócili do gry wykorzystując przewagę. Kubenko przymierzył w spojenie, ale poprawka z dystansu była już celna.
Po przerwie miejscowi zostali jednak myślami w szatni. Bartłomiej Wróbel umieścił krążek w "okienku". To, że janowianie w tym sezonie dobrze radzą sobie, gdy rywale przymusowo odpoczywają na ławce kar, przekonał się nie jeden zespół. Etatowym egzekutorem w takich momentach jest Zatko. Słowacki obrońca dziś również popisał się skutecznością z niebieskiej linii. Okazję sam na sam z Odrobnym zmarnował Kacirz. Szybko jednak się zrehabilitował. Odbitą "gumę" od bramkarza przejął Pohl, wyłożył aktywnemu w tym spotkaniu Czechowi, a ten drugi raz się nie pomylił.
Nie mniej widoczny na tafli był także kapitan miejscowych, który w tych rozgrywkach wcielał się raczej w rolą asystenta. Tym razem zaliczył pierwszego gola, ale nie miał zamiaru na tym poprzestać. Ładnie zwiódł dwóch obrońców i dołożył kolejnego. Ciesząc się, odszukał wzrokiem na trybunach osobę, której zadedykował te bramki. Słodczyk został również wybrany najlepszym graczem meczu.
Zanim do tego doszło przyjezdni zdołali zmniejszyć straty i zrobiło się nerwowo. - Znów naszej drużynie brakowało spokoju - irytował się wyróżniony hokeista. Gdańszczanie byli bliscy nawet doprowadzenia do remisu, ale sędzia, po analizie wideo, nie uznał trafienia Vitka. Załamanych gości dobił w pojedynku z ich golkiperem Jóźwik.
- Powiedzieliśmy sobie przed spotkaniem, że mamy jeszcze dwa mecze. Musimy w nich dać z siebie wszystko, zagrać na "maksa", gdyż mamy jeszcze szansę na "szóstkę". Połowa planu wykonana. Drugą trzeba dołożyć w niedzielę - podsumował Słodczyk.
Już pierwsze sekundy przyniosły bramki. Worek rozwiązał Słodczyk, po bardzo ładnym podaniu Zatki. - Wszystko pięknie się zaczęło - cieszył się z trafienia kapitan Naprzodu. - Mamy jednak taką mentalność, że przy prowadzeniu następuje rozprężenie. Przeciwnik to wyczuwa i zaczyna napierać. Robi się nerwowo i roztrwaniamy przewagę - kręcił głową napastnik, komentując to, co stało się chwilę później. Strzał Bartłomieja Wróbla Michał Elżbieciak, zmagający się jeszcze wczoraj z gorączką, obronił, ale wobec uderzeń Rompkowskiego i Ziółkowskiego nie miał już szans. Gospodarze wrócili do gry wykorzystując przewagę. Kubenko przymierzył w spojenie, ale poprawka z dystansu była już celna.
Po przerwie miejscowi zostali jednak myślami w szatni. Bartłomiej Wróbel umieścił krążek w "okienku". To, że janowianie w tym sezonie dobrze radzą sobie, gdy rywale przymusowo odpoczywają na ławce kar, przekonał się nie jeden zespół. Etatowym egzekutorem w takich momentach jest Zatko. Słowacki obrońca dziś również popisał się skutecznością z niebieskiej linii. Okazję sam na sam z Odrobnym zmarnował Kacirz. Szybko jednak się zrehabilitował. Odbitą "gumę" od bramkarza przejął Pohl, wyłożył aktywnemu w tym spotkaniu Czechowi, a ten drugi raz się nie pomylił.
Nie mniej widoczny na tafli był także kapitan miejscowych, który w tych rozgrywkach wcielał się raczej w rolą asystenta. Tym razem zaliczył pierwszego gola, ale nie miał zamiaru na tym poprzestać. Ładnie zwiódł dwóch obrońców i dołożył kolejnego. Ciesząc się, odszukał wzrokiem na trybunach osobę, której zadedykował te bramki. Słodczyk został również wybrany najlepszym graczem meczu.
Zanim do tego doszło przyjezdni zdołali zmniejszyć straty i zrobiło się nerwowo. - Znów naszej drużynie brakowało spokoju - irytował się wyróżniony hokeista. Gdańszczanie byli bliscy nawet doprowadzenia do remisu, ale sędzia, po analizie wideo, nie uznał trafienia Vitka. Załamanych gości dobił w pojedynku z ich golkiperem Jóźwik.
- Powiedzieliśmy sobie przed spotkaniem, że mamy jeszcze dwa mecze. Musimy w nich dać z siebie wszystko, zagrać na "maksa", gdyż mamy jeszcze szansę na "szóstkę". Połowa planu wykonana. Drugą trzeba dołożyć w niedzielę - podsumował Słodczyk.
Polecane
Polska Hokej Liga