Naprzód - Sanok 6-1. Goście zniszczyli się sami przez... kary
23.10.2009
Nawet najstarsi kibice Naprzodu, pamiętający początki najdłużej grającego w zespole "Ernesta" Pohla, nie spodziewali się, że w spotkaniu z Sanokiem będzie tak łatwo. Tym bardziej, że Janiec bronił jak w transie, radząc sobie nawet bez kija. - Początkowo wychodziło. Później popełnialiśmy kardynalne błędy w taktyce. Złapaliśmy też sporo kar, które nas zniszczyły - tłumaczył powody porażki wyraźnie załamany Marek Strzyżowski, napastnik gości, któremu nawet zdobycie bramki nie poprawiło humoru. - Nie mam się z czego cieszyć - dodał hokeista, który trzykrotnie musiał przymusowo odpoczywać.
Jego koledzy nie mniej odwiedzali karny boks, co też skrzętnie wykorzystywali miejscowi. Dobrze do tej pory spisujący się Janiec był bezradny wobec "petard” Zatko, który podobnie jak w meczu z Zagłębiem dwukrotnie przymierzył z "niebieskiej” i podobnie jak wtedy skromnie przyznał, że... - Nie ważne kto strzela, ważne, że wpada. Wygrana jest zasługą całej drużyny - uśmiechnął się tylko Słowak.
I miał rację, gdyż swoje "pięć groszy” do zdobycia kompletu punktów dorzucił również Michał Elżbieciak. Łapał wszystko i wygrywał pojedynki kolejno z: Cacho, Scheiderem, Strzyżowskim i Połącarzem. Poległ tylko przy jednym strzale, a było ich 40. Wprawdzie w pierwszych minutach musiał wyciągnąć krążek z siatki, ale bramka nie została uznana, gdyż napastnik przyjezdnych wpakował go łyżwą.
Głos trenerów
Jozef Skokan (trener KH): W drugiej tercji mecz się praktycznie zakończył. A wszystko przez głupie kary. Trzeba pochwalić Naprzód, że tak świetnie wykorzystał nasze osłabienie. Później próbowaliśmy gonić, graliśmy na cztery ataki, ale nie dało już się nic zrobić.
Jaroslav Lehocky (trener Naprzodu): Radość jest ogromna, gdyż są to bardzo ważne punkty. Chcąc myśleć o pierwszej szóstce, tak właśnie musimy grać. Skuteczność w przewadze wyśmienita. Oby tak dalej.
Jego koledzy nie mniej odwiedzali karny boks, co też skrzętnie wykorzystywali miejscowi. Dobrze do tej pory spisujący się Janiec był bezradny wobec "petard” Zatko, który podobnie jak w meczu z Zagłębiem dwukrotnie przymierzył z "niebieskiej” i podobnie jak wtedy skromnie przyznał, że... - Nie ważne kto strzela, ważne, że wpada. Wygrana jest zasługą całej drużyny - uśmiechnął się tylko Słowak.
I miał rację, gdyż swoje "pięć groszy” do zdobycia kompletu punktów dorzucił również Michał Elżbieciak. Łapał wszystko i wygrywał pojedynki kolejno z: Cacho, Scheiderem, Strzyżowskim i Połącarzem. Poległ tylko przy jednym strzale, a było ich 40. Wprawdzie w pierwszych minutach musiał wyciągnąć krążek z siatki, ale bramka nie została uznana, gdyż napastnik przyjezdnych wpakował go łyżwą.
Głos trenerów
Jozef Skokan (trener KH): W drugiej tercji mecz się praktycznie zakończył. A wszystko przez głupie kary. Trzeba pochwalić Naprzód, że tak świetnie wykorzystał nasze osłabienie. Później próbowaliśmy gonić, graliśmy na cztery ataki, ale nie dało już się nic zrobić.
Jaroslav Lehocky (trener Naprzodu): Radość jest ogromna, gdyż są to bardzo ważne punkty. Chcąc myśleć o pierwszej szóstce, tak właśnie musimy grać. Skuteczność w przewadze wyśmienita. Oby tak dalej.
Polecane
Polska Hokej Liga