Naprzód - Jastrzębie 3-4 k. Wytypować wynik janowian, niemożliwe

24.11.2009
Grzegorz Piekarski, kapitan JKH Jastrzębie, dwukrotnie trafiając z rzutu karnego zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi w zaciętym wyjazdowym spotkaniu z Naprzodem Janów.
Kolejkę temu Naprzód ograł w Krakowie mistrza kraju. Była to druga ich wygrana z Cracovią. Dziś nie mogli sobie poradzić z Jastrzębiem mimo iż dwukrotnie prowadzili. - Ranga spotkania była wysoka. To właśnie my i katowiczanie będziemy rywalizować o zajęcie piątego miejsca przed play-offem. Chyba przez to rozpoczęliśmy jakby sparaliżowani - zauważył Wojciech Matczak, trener JKH. Szkoleniowiec miał jednak powody do zadowolenia, gdyż... - Nastąpiło przebudzenie - cieszył się. Doszło do niego dopiero w drugiej odsłonie, a że janowianie również grali dość niemrawo, to na pierwszą tercję należy opuścić kurtynę milczenia.

Kibice zgromadzeni na Jantorze emocje przeżyli tuż po przerwie. Na ich nieszczęście gospodarze nieco przysnęli i goście wyszli na prowadzenie. Nie cieszyli się z niego zbyt długo, gdyż seryjnie zaczęli lądować na ławce kar.

Janowianie w tym sezonie bardzo dobrze sobie radzą podczas gry w przewadze i po raz kolejny to potwierdzili. Tym razem nie ich etatowy strzelec w takich momentach - Zatko - trafiał, ale wyręczyli go koledzy i miejscowi cieszyli się z odrobienia strat z nawiązką. - Jak połowę tercji się "odpoczywa", to musi się tak skończyć - wzdychał Matczak.

Humor opiekunowi JKH poprawił Wolf, wygrywając pojedynek z Michałem Elżbieciakiem. Jednak ponownie miejscowi wykorzystali liczebną przewagę. - Kosowski był najlepszym graczem spotkania. Bronił prawie bez zarzutu - trener chwalił podopiecznego. Nieprzypadkowo użył słowa "prawie", gdyż "Kosa" w tej właśnie akcji popełnił błąd. Za pomyłkę bramkarza "zrehabilitował" się Bryk doprowadzając do remisu, a tym samym do dogrywki (mogło do niej nie dojść, gdyż goście w końcówce grali przez pięć minut w przewadze - bezskutecznie).

Ta nie przyniosła rozstrzygnięcia i doszło do serii rzutów karnych. Radwan, Jóźwik i Danieluk się pomylili. Pohl pokonał Wąsika (który w karnych zastąpił kolegę w bramce) i wszystko było w rękach Piekarskiego. Doświadczony defensor jastrzębian przedłużył ich nadzieję. Sośnierz nie trafił, a do "gumy" ponownie podszedł Piekarski. Drugi raz z zimną krwią umieścił krążek w siatce i zapewnił przyjezdnym zwycięstwo.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również