Naprzód i Ruch dla WOŚP
10.01.2009
Po raz drugi hokeiści Naprzodu oraz piłkarze Ruchu spotkali się w towarzyskim meczu hokejowym, z którego cały dochód został przeznaczony na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. - Cel jest szczytny, dlatego należy takim akcjom przyklaskiwać. Możemy wspomóc fundacji, a do tego świetnie się przy tym pobawić - powiedział Mariusz Czerkawski, jedna z wielu gwiazd, które możne było zobaczyć na lodowisku.
Na tafli pojawili się zawodnicy, działacze oraz zaproszeni goście. Niektórzy z piłkarzy całkiem nieźle radzili sobie na łyżwach. Dla kilku o wiele lepiej wiedzie bądź wiodło się jednak na murawie. Ale nikt tym faktem nie był zrażony. Każdy podszedł do tego z humorem, ponieważ oto właśnie w tej całej zabawie chodziło. Szczególne brawa za postawę zebrał Mariusz Śrutwa. Na boisku był czołowym strzelcem, ale na tafli nie szło już tak dobrze. - Na lodzie nie było by tak łatwo strzelić tylu bramek. Musiałbym chyba rozegrać ze sto meczów, żeby zdobyć, choć jedną - żartował były piłkarz Ruchu. - Koledzy się śmiali, że mój występ można określić jako "był obecny na lodzie" - cieszył się Śrutwa.
Piłkarze mieli również problemy z przyzwyczajeniem się do innych zasad gry. - Stoję sobie pod bramka rywala, a tu nagle koledzy wołają, że mam wyjechać za niebieską linię. Zmieszany nie wiedziałem, o co chodzi. Ja tu chciałem atakować, a oni mi każą jechać w druga stronę - opowiadał Piotr Ćwielong. - Później mi wyjaśnili, że byłem na pozycji spalonej - śmiał się zawodnik.
Mecz zakończył się wynikiem remisowym (8-8), dlatego do rozstrzygnięcia potrzebne były rzuty karne, w których oczywiście również był remis. - Tutaj wszyscy możemy czuć się wygrani. Możemy pomóc chorym dzieciaczkom, dlatego mam nadzieję, że za rok znowu się spotkamy - powiedział Adrian Parzyszek, hokeista GKS-u Tychy, który wspomógł drużynę "Niebieskich".
Podczas całej zabawy można było nabyć pamiątki i gadżety klubowe. Zlicytowano też kilka koszulek. Wszystkie zebrane środki zostały przeznaczone na XVII finał WOŚP, który rusza już jutro.
Na tafli pojawili się zawodnicy, działacze oraz zaproszeni goście. Niektórzy z piłkarzy całkiem nieźle radzili sobie na łyżwach. Dla kilku o wiele lepiej wiedzie bądź wiodło się jednak na murawie. Ale nikt tym faktem nie był zrażony. Każdy podszedł do tego z humorem, ponieważ oto właśnie w tej całej zabawie chodziło. Szczególne brawa za postawę zebrał Mariusz Śrutwa. Na boisku był czołowym strzelcem, ale na tafli nie szło już tak dobrze. - Na lodzie nie było by tak łatwo strzelić tylu bramek. Musiałbym chyba rozegrać ze sto meczów, żeby zdobyć, choć jedną - żartował były piłkarz Ruchu. - Koledzy się śmiali, że mój występ można określić jako "był obecny na lodzie" - cieszył się Śrutwa.
Piłkarze mieli również problemy z przyzwyczajeniem się do innych zasad gry. - Stoję sobie pod bramka rywala, a tu nagle koledzy wołają, że mam wyjechać za niebieską linię. Zmieszany nie wiedziałem, o co chodzi. Ja tu chciałem atakować, a oni mi każą jechać w druga stronę - opowiadał Piotr Ćwielong. - Później mi wyjaśnili, że byłem na pozycji spalonej - śmiał się zawodnik.
Mecz zakończył się wynikiem remisowym (8-8), dlatego do rozstrzygnięcia potrzebne były rzuty karne, w których oczywiście również był remis. - Tutaj wszyscy możemy czuć się wygrani. Możemy pomóc chorym dzieciaczkom, dlatego mam nadzieję, że za rok znowu się spotkamy - powiedział Adrian Parzyszek, hokeista GKS-u Tychy, który wspomógł drużynę "Niebieskich".
Podczas całej zabawy można było nabyć pamiątki i gadżety klubowe. Zlicytowano też kilka koszulek. Wszystkie zebrane środki zostały przeznaczone na XVII finał WOŚP, który rusza już jutro.
Polecane
Polska Hokej Liga