Naprzód - GKS Tychy 3-5. 20 minut na lidera to za mało

29.11.2009
- Z takim przeciwnikiem trzeba grać na ponad sto procent przez całe spotkanie, a nie tylko przez chwilę - stwierdził Jaroslav Lehocky, trener Naprzodu Janów, po porażce z GKS-em Tychy.
Tomasz Wołkowicz, napastnik tyszan, długo odpoczywał z powodu kontuzji. Wrócił na lód i już w drugim spotkaniu zaczął punktować. - Do optymalnej formy jeszcze daleko. Nie mogę jednak narzekać, skoro udało się trafić - uśmiechał się strzelec gola otwierającego wynik. Zaliczył również asystę, a mogłoby być jeszcze lepiej, lecz sędzia nie uznał jego kolejnej bramki. - Krążek odbił mi się od kasku. Arbiter stwierdził, że wrzuciłem go ręką do siatki - dodał.

Podobnie jak w poprzednim pojedynku z Jastrzębiem, GKS rozpoczął bardzo dobrze, ale... - Ponownie wkradło się rozluźnienie i przeciwnik odrobił straty. W przerwie w szatni było ostro. Padło sporo nienadających się do cytowania słów - powiedział Wołkowicz. - Musiałem zareagować, gdyż po dwudziestu dobrych minutach przysnęliśmy i mogło się to skończyć tragicznie - tłumaczył Jan Vavrecka, trener gości, który w ostatniej odsłonie już ze spokojem oglądał poczynania swoich podopiecznych.

Ci przeprowadzili trzy kontrataki i wyszli na pewne prowadzenie. - Po laniu w Sosnowcu, pokazaliśmy się z lepszej strony. Rywale wykorzystali jednak nasze błędy i znów kończymy bez punktów - kręcił głową Rafał Bernacki, napastnik Naprzodu, który po raz kolejny wystąpił jako defensor. - Mamy trzech kontuzjowanych obrońców - wyjaśniał zagranie taktyczne Lehocky. Z tych samych powodów doszło do zmian w obu bramkach. Witek zgłosił uraz, a "Ela" odczuwa jeszcze skutki choroby.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również