Naprzód - Cracovia 5-5. Zadyma w szatni gospodarzy

06.08.2009
- Była ostra zadyma w szatni. Trener dosadnie powiedział co myśli o naszej grze i wzięliśmy się w garść - odpowiedział Błażej Salamon na pytanie co się stało między pierwszą, a drugą tercją.
Cracovia jak na mistrza przystało rozpoczęła z wysokiego "C”. Co prawda bramki strzeliła "dopiero” w drugiej połowie pierwszej tercji, ale za to od razu cztery. Worek rozwiązał niezawodny Leszek Laszkiewicz wykorzystując grę w przewadze. - Nie szło nam dziś najlepiej z rozgrywaniem tych fragmentów - przyznał Rudolf Rohaczek, trener gości. Na dowód jego słów była zmarnowana okazja, gdy na ławce kar siedziało jednocześnie dwóch hokeistów rywali, a krakowianie nie potrafili wjechać do tercji obronnej Naprzodu. - Jesteśmy dopiero tydzień na lodzie. Na razie skupiamy się  na sile i wytrzymałości. Taktyka będzie dopiero później - usprawiedliwiał nieskuteczność Rohaczek.

- To jest hokej - uśmiechał się Jaroslav Lehocky, szkoleniowiec miejscowych, na wydarzenia mające miejsce w drugiej odsłonie. W szeregach janowian nastąpiła prawdziwa metamorfoza. Tym razem, to oni zdołali cztery razy umieścić krążek w siatce. Rywale tylko raz za sprawą Łopuskiego, który wykorzystał rzut karny.

Po spotkaniu rozegrano serię jeszcze kolejnych pięciu pojedynków z bramkarzami. Lepsi okazali się gospodarze wygrywając 2-1. Gdy trzecią próbę z przeciwnikiem wygrał Jakubowski, Michałowi Elżbieciakowi ręce same składały się do oklasków. - Rośnie mi konkurencja - przyznał z uśmiechem. - To bardzo dobrze, bo sportowa rywalizacja tylko podnosi poziom i należy się z tego cieszyć - podsumował dobry występ swojego kolegi po fachu.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również