Napastnik GieKSy: Mieliśmy niesamowite sytuacje...
05.08.2012
Zwrócił na to uwagę Przemysław Pitry, doświadczony napastnik katowiczan. - Naszym błędem było stracenie dwóch kuriozalnych bramek w pierwszej połowie, bo to ułożyło mecz. A zaczęliśmy całkiem nieźle... Prowadziliśmy grę, staraliśmy się atakować, tworzyliśmy okazje. Drugą połowę chcieliśmy rozpocząć od szybko strzelonej bramki, co się udało... - powiedział autor trafienia, które okazało się tylko honorowym...
- Mieliśmy w drugiej połowie niesamowite sytuacje, ale niestety ich nie wykorzystaliśmy - westchnął. Notabene, katowiczanie świetną okazję mieli już przed przerwą, gdy po zagraniu ręką jednego z łodzian, arbiter podyktował jedenastkę. Tę zmarnował jednak Mateusz Kamiński. - Wyznaczeni do strzelania rzutu karnego byliśmy ja i Mateusz. Podszedł on i niestety nie strzelił. Zdarza się. Nie możemy zrzucać winy za porażkę na niego, bo później mieliśmy kolejne okazje, które powinniśmy byli wykorzystać - zauważył Pitry.
- Powinniśmy się dziś cieszyć z trzech punktów, a niestety cieszy się ŁKS. Nie chcieliśmy, żeby te zawirowania wokół klubu, które wciąż trwają się na nas odbiły i teoretycznie nie powinny. Chcieliśmy pokazać, że idziemy w dobrym kierunku. Nie możemy się jednak załamywać, tylko iść do przodu i walczyć o kolejne punkty - stwierdził były gracz Górnika Zabrze.
Zdenerwowany po meczu był jednak także Paweł Sasin, autor drugiej bramki dla ŁKS-u. - Mówiliśmy sobie w przerwie, że najważniejsze będzie, by nie stracić bramki w pierwszych 15 minutach. I tuż po przerwie straciliśmy gola... Później niestety GKS nas zdominował. Bramka? Obrońcy gospodarzy zakotłowała się piłka w polu bramkowym, a ja uderzyłem ze szpica i na szczęście wpadło - przyznał.
- Mieliśmy w drugiej połowie niesamowite sytuacje, ale niestety ich nie wykorzystaliśmy - westchnął. Notabene, katowiczanie świetną okazję mieli już przed przerwą, gdy po zagraniu ręką jednego z łodzian, arbiter podyktował jedenastkę. Tę zmarnował jednak Mateusz Kamiński. - Wyznaczeni do strzelania rzutu karnego byliśmy ja i Mateusz. Podszedł on i niestety nie strzelił. Zdarza się. Nie możemy zrzucać winy za porażkę na niego, bo później mieliśmy kolejne okazje, które powinniśmy byli wykorzystać - zauważył Pitry.
- Powinniśmy się dziś cieszyć z trzech punktów, a niestety cieszy się ŁKS. Nie chcieliśmy, żeby te zawirowania wokół klubu, które wciąż trwają się na nas odbiły i teoretycznie nie powinny. Chcieliśmy pokazać, że idziemy w dobrym kierunku. Nie możemy się jednak załamywać, tylko iść do przodu i walczyć o kolejne punkty - stwierdził były gracz Górnika Zabrze.
Zdenerwowany po meczu był jednak także Paweł Sasin, autor drugiej bramki dla ŁKS-u. - Mówiliśmy sobie w przerwie, że najważniejsze będzie, by nie stracić bramki w pierwszych 15 minutach. I tuż po przerwie straciliśmy gola... Później niestety GKS nas zdominował. Bramka? Obrońcy gospodarzy zakotłowała się piłka w polu bramkowym, a ja uderzyłem ze szpica i na szczęście wpadło - przyznał.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku