Mylił się ten, kto myślał, że Napierała był zły na trenera Góraka

15.09.2011
Dopiero pierwszy raz w tym sezonie zagrał w lidze. I od razu strzelił dwie bramki. "Górak! Co? Napierała!" - skandowali kibice przy Bukowej. Sam Adrian Napierała żalu do trenera nie miał. To z nim cieszył się z gola.
Przez dwa lata był podstawowym zawodnikiem GKS-u. Grał w trudnych momentach, często z "blokadą", a więc na środkach przeciwbólowych. Przed rokiem w tym momencie sezonu musiał wywiesić "białą flagę". Uraz barku był na tyle poważny, że nie można z nim było dalej grać. Napierała musiał się poddać operacji, przez co stracił wiele miesięcy. A tymczasem... w grudniu 2010 został wybrany piłkarzem roku GKS-u Katowice! Był nawet nominowany do miana "osobowości roku". - To była jakaś pomyłka. W końcu znalazły się w tym gronie osoby, które dla klubu zrobiły zdecydowanie więcej, bez których klub by nie istniał - przekonywał Napierała.

Wrócił na I-ligowe boiska dopiero w kwietniu. Po meczu z Ruchem Radzionków udzielono mu pomocy w karetce pogotowia. Prasa pisała nawet, że życie zawodnika było zagrożone. Klub uspokajał, że organizm Adriana był po prostu odwodniony. Łącznie w ubiegłym sezonie zagrał w 10 spotkaniach. Tylko w 10 spotkaniach...

Przyszło lato i znów kontuzja okazała się przeszkodą. Napierale doskwierało tym razem zapalenie ścięgna Achillesa, które zakłóciło jego przygotowania do rozgrywek. Nie zagrał we wszystkich sparingach, nie mógł wystąpić na inaugurację ligi. - Nie ma się co denerwować. Muszę wytrzymać ciśnienie, poczekać na szansę, a jak się pojawi, to ją wykorzystać - mówił Napierała.

- Adrian nie ma miejsca w składzie, ale nie obraża się, nie grymasi. Pokazuje, że jest profesjonalistą pełną gębą i - proszę mi wierzyć - sam chciałbym, żeby grał w podstawowej jedenastce. Ale o wszystkim decyduje codzienna rywalizacja na treningach - podkreślał trener Rafał Górak.



GKS kontynuował serię meczów bez zwycięstwa. - Niezrozumiałe jest dla mnie to, że Adrian Napierała poszedł w odstawkę. To nie jest jakiś wielki piłkarz, ale bardzo solidny. Ma charakter walczaka, a z tego właśnie słynęła "GieKSa" - stwierdził Jan Furtok.

Napierała szansę dostał w końcu w 9. kolejce. - Warto było czekać - nie krył 29-latek, bo zdobył w meczu z Polkowicami aż dwa gole. Druga była wyjątkowej urody. Był niekwestionowanym bohaterem wieczoru. - Jestem obrońcą, zbyt wielu bramek nie strzelam. Cieszę się z każdej zdobytej. Niezależnie czy będzie ładna, czy brzydka, ważne, by GKS wygrywał - podkreślił.

Kibice zgotowali mu owację na stojąco i skandowali: "Górak? Co! Napierała". Między samym zawodnikiem a szkoleniowcem konfliktu jednak nie ma, o czym świadczy fakt, że po pierwszej zdobytej bramce Napierała pobiegł właśnie w kierunku Góraka.

- Trener uznał, że mnie wcześniej nie potrzebował. Najwyraźniej tak powinno być. Zakasałem rękawy i robiłem, co do mnie należy. Zmiany? Docierały do nas sygnały, że mogą zajść, lecz my ich nie chcemy. Pamiętajmy, że jesteśmy nowym zespołem i musimy się wciąż docierać. Również w meczu z Polkowicami były jeszcze mankamenty, ale ogólnie tak to ma wyglądać - mówił.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również