Murowane to są emocje. Fotel lidera nie dla GieKSy

10.03.2017
GKS Katowice mógł wskoczyć na pozycję lidera, ale nie wykorzystał potknięcia Chojniczanki Chojnice. Śląska drużyna tylko zremisowała, mimo że dwa razy wychodziła na prowadzenie w spotkaniu ze Stomilem Olsztyn.
Rafał Rusek/Press Focus
Trener Jerzy Brzęczek postanowił zrobić dwie zmiany w wyjściowym składzie. Za Łukasza Zejdlera grał Igor Sapała, dla którego był to pierwszy mecz w barwach GieKSy, a za Grzegorza Goncerza do boju został posłany Mikołaj Lebedyński, który już w pierwszych minutach mógł wpisać się na listę strzelców. Za pierwszym razem - po centrze z rzutu rożnego - napastnik w dogodnej sytuacji nie trafił w piłkę, a za drugim - pokonał bramkarza, ale sędzia dopatrzył się spalonego.

Przewaga GKS-u na początku spotkania była miażdżąca. Uderzenie Kamila Jóźwiaka w świetnym stylu obronił Piotr Skiba, Mateusz Kamiński trafił w poprzeczkę, a nieznacznie chybił Tomasz Foszmańczyk. Stomil miał problemy, by wyjść ze swojej połowy. Pierwszą okazję przyjezdni mieli dopiero po 20 minutach - Grzegorz Lech posłał piłkę nad  poprzeczką. Po chwili jednak sytuacja wróciła do normy. Szturmowała GieKSa.

Znów świetną paradą popisał się Skiba (po strzale Foszmańczyka), po raz kolejny olsztynian uratowała poprzeczka (Lebedyński). Najczęściej otworzyć wynik próbował "Fosa", który w końcu dopiął swego - po jego uderzeniu po ziemi piłka w końcu wpadła do siatki. Trzeba jednak przyznać, że równie duży wkład w gola na 1:0 miał Lebedyński, który odegrał pomocnikowi piętą. Ładna akcja, która udokumentowała bardzo dużą przewagę śląskiej drużyny.

GieKSa prowadziła, miała mecz pod kontrolą. Szybko się to jednak zmieniło - chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy do wyrównania doprowadził Marcel Ziemann, którego w polu karnym nie był w stanie powstrzymać Tomasz Wisio. Po ograniu obrońcy zawodnik Stomilu stał już tylko przed Mateuszem Abramowiczem i strzałem z niewielkiej odległości wpisał się na listę strzelców.

Po golu dla gości mecz się trochę wyrównał, ale to GKS wciąż był zespołem częściej atakującym Tradycyjnie prawą stroną często do akcji ofensywnych podłączał się Alan Czerwiński, który tuż przed linią końcową zagrał w pole karne, gdzie uderzał Jóźwiak - strzał był jednak słaby i obrońca zdołał zablokować piłkę. Ta jednak ponownie trafiła do wypożyczonego z Lecha Poznań piłkarza, który wślizgiem uderzył pod poprzeczkę, dzięki czemu GieKSa ponownie wyszła na prowadzenie.

Znów jednak dosyć szybko Stomil zdołał odrobić stratę - Czerwiński sfaulował w polu karnym Pawła Wojowskiego i sędzia Paweł Pskit podyktował "11", którą wykorzystał Rafał Kujawa. Po chwili mogło być 3:2, ale... dla olsztynian. Abramowicz odbił piłkę przed siebie po mocnym strzale z dystansu Jakuba Piotrowskiego, co prawie wykorzystał Tsubasa Nishi. Japończyk zmarnował jednak wyborną sytuację - strzelił wprost w bramkarza gospodarzy.

Mecz był bardzo emocjonujący, bo Stomil nie zamierzał zadowolić się jednym punktem i w końcowych minutach oba zespoły na zmianę zadawały ciosy. Nikt jednak nie uderzył tak, by wygrać. Na kilka minut przed końcowym gwizdkiem czerwoną kartkę zobaczył Piotr Klepczarek, ale było już zbyt późno, by móc tę szansę wykorzystać.

Bardzo dobrą atmosferę stworzyli kibice GKS-u, którzy głośno dopingowali i jeszcze w pierwszej połowie zaprezentowali malowaną sektorówkę "Murowany kandydat". Patrząc jednak na dwa pierwsze mecze katowiczan w tym roku - murowane w spotkaniach ekipy trenera Jerzego Brzęczka są jak na razie tylko emocje...

GKS Katowice - Stomil Olsztyn 2:2 (1:0)
1:0 - Foszmańczyk, 40'
1:1 - Ziemann, 50'
2:1 - Jóźwiak, 63'
2:2 - Kujawa, 72' (rzut karny)

GKS: M. Abramowicz - Czerwiński, Kamiński, Wisio, D. Abramowicz - Kalinkowski (80' Zejdler), Sapała (87' Pielorz) - Prokić, Foszmańczyk, Jóźwiak - Lebedyński (73' Goncerz). Trener: Jerzy Brzęczek.

Stomil: Skiba - Ziemann, Klepczarek, Wełnicki, Dziemdowicz - Lech, Jegliński, Głowacki (46' Nishi), Kun (67' Wojowski) - Szewczyk (46' Piotrowski), Kujawa. Trener: Adam Łopatko.

Żółte kartki: Prokić, Czerwiński - Klepczarek, Piotrowski, Jegliński.
Czerwona kartka Klepczarek (88' za dwie żółte).
Sędziował Paweł Pskit (Łódź)
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również