Miedź - GKS Katowice 3-0. Dwa "swojaki" Mateusza Kamińskiego

29.03.2014
Sytuacja GKS-u Katowice robi się coraz gorsza. Dzisiaj co prawda to katowiczanie zdobyli więcej bramek, ale... i tak przegrali. Mateusz Kamiński dwukrotnie pokonał własnego bramkarza, Rafała Dobrolińskiego.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Wydarzenie
GieKSa ma problem z prawą obroną. Przed tygodniem przy dwóch bramkach zawinił Alan Czerwiński, a dzisiaj pierwszy gol dla Miedzi należy zapisać na konto Dominika Sadzawickiego. Obrońca nie potrafił przepchnąć Patryka Szymańskiego, który chwilę później technicznym uderzeniem pokonał Rafała Dobrolińskiego. Prawy defensor mógł - a nawet powinien - przerwać tę akcję już mniej więcej na środku boiska...

Bohater
Dobre zawody rozegrał Marcin Burkhardt. To on popisał się świetną centrą w pole karne, po której pierwszego gola samobójczego strzelił Mateusz Kamiński. Mógł też sam wpisać się na listę strzelców - kilka razy uderzał na bramkę GieKSy. Raz jego próbę z linii pola karnego wybronił Dobroliński. Gdy schodził z boiska, otrzymał sporą porcję braw od publiczności.

Rozczarowanie
O dzisiejszym meczu jak najszybciej będzie chciał zapomnieć Mateusz Kamiński, który dwukrotnie wpakował piłkę do własnej siatki. Obrońca miał problem ze skutecznym wybijaniem futbolówki z własnego pola karnego. Najpierw pokonał Dobrolińskiego efektownym "szczupakiem", a tuż po przerwie skierował piłkę do bramki katowiczan po dośrodkowaniu Piotra Madejskiego. W tej sytuacji skrzydłowego Miedzi nie upilnował Bartłomiej Chwalibogowski.

Co ciekawego:
- Mecz z trybun oglądał m.in. Tomasz Hołota, były piłkarz katowickiego zespołu, a obecnie gracz Śląska Wrocław.

- Pierwszy strzał w tym meczu oddał gracz GKS-u. Janusz Gancarczyk chwilę po rozpoczęciu spotkania pomknął lewym skrzydłem i uderzył z ostrego kąta, jednak dobrą interwencją popisał się Andrzej Bledzewski. Świetnie w tej sytuacji zagrał Przemysław Pitry. Był to... jedyny strzał gości w pierwszej połowie.

- Miedź mogła zdobyć dzisiaj więcej bramek, jednak w kilku sytuacjach bez zarzutu spisał się Dobroliński.

- Dobrą zmianę w drugiej połowie dał Rafał Pietrzak. Skrzydłowy wprowadził sporo ożywienia w grze ofensywnej GieKSy. Po jednym z jego dośrodkowań powinna paść bramka - Szymon Skrzypczak spisał się jednak tragicznie i w prostej sytuacji, stojąc kilka metrów od celu, uderzył nad poprzeczką...

- Niebywałą głupotą popisał się na kwadrans przed końcem spotkania Adrian Woźniczka, który na środku boiska ściął równo z trawą Grzegorza Fonfarę. Zawodnik Miedzi otrzymał czerwoną kartkę.

- Dwa razy w jednej akcji gospodarzy uratował Radosław Bartoszewicz. Po centrze z rzutu rożnego dwukrotnie zatrzymywał piłkę zmierzającą do bramki.

- Pochwalić należy kibiców GieKSy, którzy w sporej grupie przybyli do Legnicy i głośnym dopingiem wspierali swoich piłkarzy.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również