Mateusz Zachara: To się mogło źle skończyć

26.09.2011
GKS Katowice odniósł pierwsze wyjazdowe zwycięstwo i to na terenie, na którym nigdy nie wygrał. Mateusz Zachara przyznał jednak, że pewne chwile grozy w Płocku były.
Zawodnik po raz pierwszy wystąpił w podstawowym składzie u boku Denissa Rakelsa. - Trochę mnie to zaskoczyło, a zwłaszcza pozycja, na której grałem, bo byłem ustawiony bardziej na prawej pomocy niż w ataku. Myślę jednak, że było w miarę dobrze - powiedział. - Zresztą druga linia to też aż taka nowość nie była, bo jakieś krótkie występy tam miewałem, choć nigdy od początku meczu - dodał.

Minimalne wycofanie Zachary nie przeszkodziło mu w strzeleniu drugiego gola dla katowiczan. Okazało się, że wiele w tej sytuacji zdziałał... przypadek. - Tomek Rzepka mówił mi w szatni, że wcale nie chciał podawać do mnie, ale do Tomka Hołoty. No, ale piłkę przejąłem ja... Zrobiłem zwód, uderzyłem, a potem był rykoszet - tłumaczył piłkarz.

Jednak jego zdaniem wiele do życzenia pozostawia druga połowa tego meczu. - Po przerwie powinniśmy byli zagrać dużo lepiej. Wiadomo, mieliśmy dwubramkowe prowadzenie, więc podświadomie zaczęliśmy myśleć o obronie wyniku. A to mogło się źle skończyć. Wisła tego nie wykorzystała, ale gdybyśmy grali z lepszym przeciwnikiem... - zakończył Mateusz Zachara.
źródło: Sport

Przeczytaj również