Marian Dziurowicz oferował poloneza, kolorowy telewizor. Odmówił mu!

10.09.2011
Gdy grał w piłkę, dostał ofertę przejścia do GKS-u Katowice. Był jednak po słowie z Górnikiem. Potem był temat, by został trenerem zespołu z Bukowej. Póki co, Piotr Rzepka staje po drugiej stronie barykady.
Bogdanka Łęczna należy do czołowych drużyn w I lidze, ale ze Ślązakami wam nie idzie...
- Na razie zanotowaliśmy jedną, niespodziewaną porażkę z Ruchem Radzionków. A ta z Piastem w Pucharze Polski? To był taki test-mecz. Nie podlega jednak dyskusji, że ze śląskimi drużynami nie ma łatwych meczów. Przynajmniej ja nie pamiętam takiego. Zawsze powtarzałem, że w tym regionie jest klimat. Że Śląsk to kopalnia piłkarskich talentów, miejsce gdzie hartują się charaktery.

Rzut oka na tabelę i ktoś mógłby powiedzieć, że jutro czeka Bogdankę "bułka z masłem", bo przecież GKS jest w kryzysie i nie wygrał od kilkunastu kolejek...
- Ale gdybyśmy tak dokładnie spojrzeli na ostatnie mecze zespołu z Katowic, to okaże się, że ta drużyna w tym sezonie z trzech wyjazdów wywiozła trzy remisy. Każdy wynik meczu z udziałem tej drużyny był na styku. Brak zwycięstw spowodował jednak nerwową atmosferę w klubie.

Może GKS-owi lepiej gra się na wyjazdach, niż na Bukowej, gdzie katowiczan ogląda kilka tysięcy kibiców, którzy mają spore oczekiwania?
- Nie wszyscy zawodnicy potrafią sobie radzić z presją, z ciągłym przymusem parcia do przodu. Niektórym wiąże to nogi, co mnie jednakże dziwi, bo jako piłkarz uwielbiałem grać na stadionach, na których było głośno. A takim był zawsze obiekt przy Bukowej. Pamiętam, że kiedyś, gdy grałem jeszcze w Bałtyku Gdynia, wygraliśmy tam 4-3 z ekipą Jana Furtoka. Ale to dawna czasy...

Kibice na Śląsku chętnie do nich wracają. Pamięta pan inne mecze rozegrane przeciwko GKS-owi?
- Bywało, że przegrałem 0-4 po... wyrównanym spotkaniu. Każdy mecz z GKS-em należy do tych spotkań, o których trudno zapomnieć. Moim najpiękniejszym momentem w karierze trenerskiej było zwycięstwo 3-2 z katowiczanami, które dało awans na zaplecze ekstraklasy GKS-owi Jastrzębie. Poza tym mam w Katowicach Jana Furtoka, dobrego kolegę, z którym znamy się od lat młodzieżowych, kiedy byliśmy w reprezentacji i ogrywaliśmy silne zespoły Holandii czy Niemiec.

A swego czasu mógł pan zostać klubowym kolegą Jana Furtoka...
- Byłem jeszcze zawodnikiem Bałtyka. Zainteresował się mną wpierw Górnik Zabrze. Potem odezwał się Marian Dziurowicz. Gdyby to GKS był pierwszy, pewnie grałbym w Katowicach.

Dziurowicz nie zdołał pana przekonać? Pewnie miał silne argumenty...
- Owszem. Próbował mnie nakłonić do gry w Katowicach. Były to czasy, kiedy za argumenty służyły łady, polonezy i kolorowe telewizory. Miałem zgryz, ale dałem już słowo Górnikowi, więc nie mogłem się z tego wycofać, chociaż żadnego podpisu na umowie nie złożyłem. I tym postępowaniem zyskałem... szacunek Mariana Dziurowicza.

Swego czasu był pan przymierzany na stanowisko pierwszego trenera. Oferta była konkretna?
- Prezesem klubu był Jasiu Furtok. Nasze rozmowy były już daleko posunięte, ale klub ostatecznie postawił wtedy na Adama Nawałkę.

Przechodząc do Bogdanki. Macie nakreślony cel na ten sezon?
- Nie. Latem zespół został kompletnie przemeblowany, a przecież przerwa w rozgrywkach była krótka. Poczyniliśmy takie ruchy transferowe, na jakie było stać klub. Na razie jest nieźle. Ostatni mecz wygraliśmy 3-0. Przepracowaliśmy należycie ostatni tydzień, do zdrowia wracają powoli zawodnicy kontuzjowani. Chcemy grać ładną dla oka piłkę, a przede wszystkim taką, która będzie skuteczna. W meczu z GKS-em chcemy powiększyć swój dorobek punktowy.

Bogdanka Łęczna - GKS Katowice
sobota, 16:00
sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń)
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również