Marcin Borski tłumaczy, dlaczego Genkov mógł powtarzać rzut karny

11.04.2012
- Był to trudny mecz, w którym pojawiły się sytuacje kontrowersyjne. Obserwowaliśmy dużo starć - mówił o spotkaniu Wisła-Ruch arbiter z Warszawy - Marcin Borski. Co jeszcze powiedział sędzia?
To było trudne i wyczerpujące spotkanie nie tylko dla piłkarzy obu drużyn, ale i arbitrów. - Pojawiły się sytuacje kontrowersyjne. Obserwowaliśmy dużo starć, Janoszka przewracał się już wcześniej w wyniku starć z Czekajem. To są ułamki sekund. Generalnie jestem ze swojej pracy zadowolony, oczywiście jakieś mankamenty zawsze się znajdą, szczególnie, gdy mecz trwa 120 minut. Uważam, że sędziowanie ma zawsze wpływ na przebieg meczu, ale obie drużyny miały ponad dwie godziny na pokazanie swojej wyższości - mówi arbiter w rozmowie z oficjalną stroną internetową Wisły.

Decyzje sędziego wywoływały protesty kibiców obu zespołów. Najpierw, w 15. minucie, Marcin Borski nie uznał bramki strzelonej przez gospodarzy. Z rzutu wolnego trafił Gervasio Nunez. Dlaczego podjął taką decyzję? - Sytuacja ta jest słabo widoczna na powtórkach, ale mogę powiedzieć, że Diaz sfaulował zawodnika Ruchu - Jankowskiego. Piłkarz ten miał szansę wybić futbolówkę głową, ale został pchnięty.

Na zapisie telewizyjnym sytuacja ta jest ponadto zasłonięta przez Malinowskiego. Pchnięcie to było dobrze widoczne z pozycji boiska. Miało to znaczenie dla akcji, podjąłem taką, a nie inną decyzję. W przepisach jest tak, że jeżeli sędzia uznaje bramkę i piłka wpada do siatki, to nie gwiżdże tylko wskazuje środek. Gwizdek słychać dokładnie w momencie, kiedy piłka uderza o słupek. Decyzja była podjęta natychmiast. Można powiedzieć, że mój gwizdek przerwał akcję - tłumaczy.

Nerwowo zrobiło się też podczas serii rzutów karnych, kiedy sędziowie, po obronie uderzenia Genkova przez Perdijicia, nakazali powtórzyć strzał. 1000 kibiców "Niebieskich" zaczęła krzyczeć "złodzieje", kiedy Bułgar z Wisły trafił do siatki za drugim razem. - Była to decyzja asystenta, który obserwując linię bramkową zauważył, że bramkarz Ruchu opuścił ją zbyt wcześnie, mimo zwracanej wielokrotnie uwagi. Kiedy padały bramki także to robił, ale gdy piłka ląduje w siatce nie powtarza się karnego, tylko przyznaje się gola na korzyść drużyny, której piłkarz oddawał strzał - argumentuje arbiter.
źródło: wisla.krakow.pl/SportSlaski.pl

Przeczytaj również