Łukasz Budziłek: Nie jest łatwo rywalizować z "bogiem"

30.12.2014
- Łukasz Sapela był postrzegany przez kibiców jako legenda. Uważali go za boga. Uczestniczył z nimi w różnych akcjach, kradł flagi rywali - mówi Łukasz Budziłek, bramkarz GKS-u Katowice o czasach bełchatowskich.
Trudno uwierzyć, że Budziłek, który w Katowicach robi taką furorę, wcześniej przez lata przesiadywał na ławce GKS-u Bełchatów, przegrywając rywalizację z Łukaszem Sapelą czy Adamem Stachowiakiem. Choć on sam twierdzi, że z rywalizacją nie miało to wiele wspólnego. - Sapela całe życie był w Bełchatowie. Wszyscy go znali, chodził do młyna, uczestniczył w różnych akcjach, kradł flagi rywali. Kibice uważali go za swojego i traktowali niemal jak boga. Był klubową legendą. Nie było łatwo z nim rywalizować - zdradza bramkarz GieKSy.

Zdecydował się więc na transfer do Katowic, który zresztą sam sobie załatwił. - Wiedziałem od Grześka Fonfary, że GKS będzie szukał bramkarza. Rodzice wyjechali w tym czasie z Bełchatowa, a drugiego samochodu w domu nie było. Późnym wieczorem, w przeddzień zajęć próbnych w Katowicach, organizowałem sobie transport - podkreśla. Agenta piłkarskiego nie ma. Ma tylko nieoficjalnego doradcę, którym jest Kamil Kosowski. - Starszy kolega z szatni Bełchatowa. Pomaga mi w dokonywaniu pewnych wyborów, ale to tylko koleżeńska przysługa - informuje.

O niego samego nikt nigdy nie zabiegał. - Tak naprawdę jeden jedyny moment, w którym odezwali się do mnie menedżerowie - nie skauci klubowi! - nastąpił po moim debiucie w ekstraklasie w wieku 19 lat. "Podpisz ze mną umowę, a załatwię ci klub" - słyszałem. Takich prób "zakręcenia mi w głowie" było wtedy kilka. Powtórzyły się niedawno, po dobrej rundzie w Katowicach. Widać zwietrzyli szansę na zarobienie pieniędzy - kończy Budziłek.
źródło: Sport

Przeczytaj również