ŁKS - GKS Katowice 1-2. Sprawili niespodziankę, bo... to jest Polska!
28.03.2010
Oba kluby są biedne jak mysz pod miotłą. Łodzianie walczą jednak o awans, katowiczanie - ostatnio punkty tylko tracili. Mimo to Kamil Cholerzyński zapowiedział, że wygrać z ŁKS-em może być łatwiej niż ze Stalą, która remisując tydzień temu przy Bukowej, sprawiła niemałą niespodziankę. W przerwie dzisiejszego spotkania słowa potwierdził. - Układa nam się ta gra, potrafimy dobrze kontratakować - cieszył się, że jego zespół wygląda całkiem dobrze.
To właśnie "Kufel" otworzył wynik spotkania. Otrzymał świetne podanie z głębi pola od Tomasza Hołoty, wyprzedził Pavola Balaża i strzelił obok Bogusława Wyparły. Chwilę później znalazł się w podobnej sytuacji, miał jeszcze więcej czasu, ale tym razem górą był bramkarz gospodarzy. - Zabrakło spokoju. Chciałem uderzyć w długi róg, ale zeszło - tłumaczył.
I goście, zamiast prowadzić... sami stracili bramkę. Rzut wolny przy linii autowej wykonał Balaż, a do siatki trafił... Adrian Napierała. Obrońca GieKSy dobrze wyprzedził rywala, ale pechowo wbił piłkę do własnej bramki. Na tym jednak niefart przyjezdnych się skończył.
Wprawdzie w drugiej połowie Tomaszowi Owczarkowi odnowiła się kontuzja, ale to też mogło... zadziałać na ich korzyść. Wprowadzony za pechowca Gabriel Nowak powinien był wyprowadzić katowiczan na prowadzenie, ale uderzył wprost w bramkarza. Świetnie w tej akcji zachował się Paweł Buśkiewicz, który przytomnie przepuścił piłkę pod nogami.
Krytykowany ostatnio napastnik dziś spisał się na medal. Jego gol dał gościom zwycięstwo. - We wcześniejszych meczach brakowało sytuacji, ale dziś można było strzelić nie dwie, a cztery bramki. Każdej drużynie łatwiej się gra z kontry, to jest Polska - wyjaśniał, dlaczego jego drużyna radziła sobie lepiej niż przed tygodniem.
GKS ma w tej chwili 35 punktów. Tylko o pięć mniej niż w dalszym ciągu będący na drugim miejscu ŁKS. - 35? To do utrzymania nie starczy - przestrzegł w rozmowie z dziennikarzem TVP Buśkiewicz.
To właśnie "Kufel" otworzył wynik spotkania. Otrzymał świetne podanie z głębi pola od Tomasza Hołoty, wyprzedził Pavola Balaża i strzelił obok Bogusława Wyparły. Chwilę później znalazł się w podobnej sytuacji, miał jeszcze więcej czasu, ale tym razem górą był bramkarz gospodarzy. - Zabrakło spokoju. Chciałem uderzyć w długi róg, ale zeszło - tłumaczył.
I goście, zamiast prowadzić... sami stracili bramkę. Rzut wolny przy linii autowej wykonał Balaż, a do siatki trafił... Adrian Napierała. Obrońca GieKSy dobrze wyprzedził rywala, ale pechowo wbił piłkę do własnej bramki. Na tym jednak niefart przyjezdnych się skończył.
Wprawdzie w drugiej połowie Tomaszowi Owczarkowi odnowiła się kontuzja, ale to też mogło... zadziałać na ich korzyść. Wprowadzony za pechowca Gabriel Nowak powinien był wyprowadzić katowiczan na prowadzenie, ale uderzył wprost w bramkarza. Świetnie w tej akcji zachował się Paweł Buśkiewicz, który przytomnie przepuścił piłkę pod nogami.
Krytykowany ostatnio napastnik dziś spisał się na medal. Jego gol dał gościom zwycięstwo. - We wcześniejszych meczach brakowało sytuacji, ale dziś można było strzelić nie dwie, a cztery bramki. Każdej drużynie łatwiej się gra z kontry, to jest Polska - wyjaśniał, dlaczego jego drużyna radziła sobie lepiej niż przed tygodniem.
GKS ma w tej chwili 35 punktów. Tylko o pięć mniej niż w dalszym ciągu będący na drugim miejscu ŁKS. - 35? To do utrzymania nie starczy - przestrzegł w rozmowie z dziennikarzem TVP Buśkiewicz.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku