Krzysztof Gajtkowski: Mam dosyć tułaczki po Polsce

18.01.2012
Krzysztof Gajtkowski - Moussa Yahaya, ten duet GKS-u Katowice straszył kiedyś bramkarzy w ekstraklasie. Od tego czasu nie było tak groźnego duetu napastników przy Bukowej. Dziś "Kusza" wraca na Górny Śląsk.
Do Radzionkowa jechał... blisko rok. - No tak, bo plus minus wtedy pojawiła się pierwsza propozycja. Wybrałem inną ofertę i nie żałuję. Życie piłkarza polega na tym, aby jeździć i zarabiać, póki zdrowie dopisuje - mówi Gajtkowski.

10 dni temu pisaliśmy, że Ruch Radzionków znów chce "Gajtka". Piłkarz miał się przed tygodniem pojawić na treningu, ale... rozmyślił się. - Bo miałem propozycję z zagranicy - tłumaczy. Ostatecznie do Radzionkowa dotarł. - Bo przedyskutowałem temat z żoną i doszliśmy do wniosków, że mamy dosyć tułaczki po Polsce, więc wyjazd za granicę tym bardziej by nas zmęczył. Przyszedł w końcu czas na to, aby się ustatkować - opowiada zawodnik pochodzący z Bytomia. Tutaj ma mieszkanie.

Wczoraj Gajtkowski miał okazję zamienić słowo z trenerem Ruchu, Arturem Skowronkiem. - Rozmowa była krótka, ale konkretna. Miałem też przyjemność spotkać się z prezesem. Każda ze stron jest na "tak". Finanse? Zawsze można się dogadać! - przekonuje napastnik, który za kilka miesięcy skończy 32 lata.

Nikt tak doświadczonego zawodnika sprawdzać pod kątem piłkarskim w Radzionkowie nie zamierza. Artur Skowronek doskonale wie, na co stać Gajtkowskiego. Przed podpisaniem kontraktu piłkarz zostanie jednak przebadany. Wykonane zostaną również różnego rodzaju testy szybkościowe oraz wytrzymałościowe.

- Sądzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Do poniedziałku sprawa powinna się wyklarować - uważa Gajtkowski. Czy bez podpisanego kontraktu zagra w sobotnim sparingu z Sandecją? - Hmm... Wiadomo, że to ryzyko, bo nie daj Boże coś by się stało... Dlatego chciałbym zagrać w pierwszym meczu już po tym, jak złożę stosowny podpis - odpowiada.

Przeczytaj również