Koźmiński: Zawsze znajdzie się ktoś, komu możemy się nie spodobać

29.09.2011
- Gdy dane mi będzie pracować w GKS-ie, to będę chciał wywiązywać się z pracy jak najlepiej. A na wstępie pomyślę o spotkaniu z kibicami, aby nawiązać z nimi dialog - mówi Zbigniew Koźmiński.
Działacz, który jest przymierzany do zastąpienia Jacka Krysiaka na stanowisku prezesa GKS Katowice dziś kończy urlop. To więc czas, kiedy mogą zapaść najważniejsze decyzje dla klubu z Bukowej. - Jestem otwarty na negocjacje, ale nie wiem, czy druga strona nadal wyraża na nie chęć. Dlatego czekam na jej krok. I do momentu sygnału z klubu, tam się nie wybieram - twierdzi Koźmiński.

Były działacz Górnika Zabrze czy Piasta Gliwice przyznaje, że zna sytuację w katowickim klubie tylko z doniesień prasowych. - I dlatego mam się spotkać z Ireneuszem Królem, aby dokładnie się zapoznać ze stanem rzeczywistym. Pewnie zadanie nie będzie łatwe. Pamiętajmy jednak, że problemy śląskiej piłki nie są mi obce. Gdy byłem w Górniku, było jeszcze gorzej. Mimo tego udało nam się utrzymać w lidze. A co najważniejsze nie powiększaliśmy zadłużenia, Dlatego jestem przyzwyczajony do pracy w trudnych warunkach - uważa.

Koźmiński odniósł się też do konfliktu, jaki miał niegdyś z kibicami Piasta. - Trudno mówić o konflikcie, skoro głosy na "nie" kibiców, którzy mnie nie znali, pojawiły się zanim trafiłem do klubu. Nie było dialogu. Swoją pracą chciałem im pokazać, że się mylili. I jak się okazało, ci sami, kiedy odchodziłem zmienili zdanie - przekonuje ojciec byłego reprezentanta Polski.

Również w Katowicach zarówno kibice, jak i magistrat, niezbyt chętnie patrzą na Koźmińskiego. - Taka Polska. Zawsze znajdzie się ktoś, komu możemy się nie spodobać. Co do miasta - nic nie wiem na ten temat. Zresztą nikogo w katowickim urzędzie nie znam, tak jak i nikt mnie tam nie zna. Dlatego dziwię się, że ktoś ot tak po prostu jest na "nie". Ale tak jak wspomniałem - taki kraj. Ja czekam na sygnał. Jeżeli Ireneusz Król ponownie zaprosi mnie na rozmowy, wtedy będę wiedział więcej. Na razie wszyscy musimy uzbroić się w cierpliwość - kończy Zbigniew Koźmiński.
źródło: Sport

Przeczytaj również