KKS Tychy - Spójnia 74-79. Obwód stargardzian wykończył gospodarzy

20.02.2010
Porażka KKS-u ze Spójnią mocno komplikuje sytuację tych pierwszych w ligowej tabeli. - Szkoda, bo rywal był zdecydowanie do ogrania - twierdził Marcin Salamonik, silny skrzydłowy gospodarzy.
Brak Piotra Hałasa w szeregach tyszan okazał się zbyt dużym osłabieniem. - Brakowało nam go zarówno w obronie, jak i ataku. Mamy stosunkowo mało zawodników na "obwodzie", stąd każda absencja ma spory wpływ na naszą grę - wyjaśniał Mariusz Niedbalski. Na początku nic jednak nie zapowiadało tragedii, bo choć pierwsze minuty upłynęły pod znakiem nieskuteczności z obu stron, to tyszanie szybko znaleźli sposób na defensywę Spójni i dograniami pod kosz łatwo zdobywali punkty. Odpowiadał im w zasadzie tylko jeden rywal. Mazur zdobył 11 z 12 punktów gości po pierwszych 10 minutach.

W kolejnej odsłonie natarcie KKS-u trwało nadal i nic nie wskazywało na to, że stargardzianie jeszcze przed przerwą zdołają doprowadzić do remisu. Mazura zaczęli wspierać pozostali doświadczeni koszykarze w szeregach gości, czyli Grudziński, Grzegorzewski i Stokłosa. Pierwsza połowa zakończyła się jednak minimalnym prowadzeniem tyszan, po tym jak skuteczną dobitką popisał się - powracający po kontuzji kolana - Salamonik.

Spójnia, która w tym meczu była prowadzona po raz pierwszy przez Grzegorza Chodkiewicza, tuż po przerwie odskoczyła dzięki "trójkom" Dylika, Mazura i Stokłosy. Do remisu ponownie doprowadził Salamonik. - Dwutygodniowa przerwa była jeszcze widoczna w mojej grze. Przede wszystkim brakuje mi pewności siebie, ale za kilka dni powinno być już wszystko w porządku - zapewniał silny skrzydłowy KKS-u. A dwie kolejne skuteczne akcje Pustelnika pozwalały mieć nadzieję, że czwarta kwarta będzie należeć do gospodarzy. I pewnie by tak było, gdyby nie dość dziwna interpretacja wydarzeń na parkiecie przez arbitrów, którzy w ciągu ostatnich 10 minut przewinienia zauważali praktycznie tylko po stronie tyszan. - Dysproporcja pomiędzy ilością popełnionych fauli przez oba zespoły była dość dziwna - irytował się Mariusz Niedbalski, trener miejscowych.

Sam zresztą postanowił dać głośno wyraz dezaprobaty wobec poczynań rozjemców, za co został ukarany przewinieniem technicznym. Ta sytuacja podziałała... mobilizująco na zespół, który w ciągu 120 sekund odrobił sześć punktów straty i gdyby nie trafienie za trzy Dylika, to gospodarze mieliby szanse w kolejnej akcji doprowadzić do remisu. - Nie można mówić o dobrej obronie, gdy już na początku kwarty mamy na koncie cztery przewinienia. Do tego doszły straty w ataku, które Spójnia z łatwością wykorzystywała - złościł się Niedbalski. - Dla nas to było bardzo ważne zwycięstwo po kompromitującej porażce z Sudetami. W końcu zagraliśmy zespołowo i to przyniosło efekt w postaci zdobycia dwóch punktów na gorącym terenie - cieszył się po meczu najskuteczniejszy w szeregach stargardzian Mazur.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również