KKS Tychy - Siarka 83-78. Gospodarze uwielbiają dostarczać emocji
09.01.2010
Dwa pierwsze celne rzuty wolne Mielczarka (co jest rzadkością), wcale nie okazały się symptomem lepszego startu KKS-u niż to zwykle ostatnio bywało. Później na parkiecie dominowali już tylko goście, a w szczególności zawodnicy obwodowi Siarki. Raz po raz zza linii 6,25 m trafiali odpowiednio Szpyrka, Baran i Krupa. Efekt? Pięć "trójek" tarnobrzeżan tylko w pierwszej kwarcie i straty tyszan już na starcie potyczki wynosiły 16 punktów! - Bardzo słabo zagraliśmy w obronie. Pozwalaliśmy rywalowi praktycznie na wszystko - złościł się Łukasz Pacocha, który miał także spore problemy w ataku.
Lider gospodarzy w ciągu 20 minut zdobył zaledwie sześć "oczek" i co więcej wszystkie po rzutach wolnych. Mało tego, z gry oddał tylko jeden rzut. Słabszej postawy Pacochy należy jednak upatrywać w tym, że bardzo dobrze bronił Szpyrka. - Wiedzieliśmy, że kluczem do sukcesu będzie powstrzymanie Łukasza, który dysponuje nieprawdopodobnym rzutem - wyjaśniał rozgrywający Siarki. I pewnie, gdyby to właśnie on miał na tyle sił, by móc kryć do końca meczu "Paciego", to goście wygraliby to starcie... a tak w drugiej połowie jego rolę przejął Baran i nie radził sobie już tak dobrze.
- Tradycyjnie już w szatni trener mocno nas umotywował, bo na początku wyglądało to tak, jakbyśmy się bali rywala - podkreślał Piotr Pustelnik, rozgrywający KKS-u. I tyszanie zaczęli mozolnie odrabiać straty. Wykorzystywali głównie ten element gry, który siał takie spustoszenie w ich szeregach w czasie pierwszej połowy. Choć do przerwy trafili tylko jedną "trójkę", to później w ciągu samej tylko trzeciej kwarty dokonali tej sztuki aż pięć razy za sprawą Bzdyry, Mielczarka, Nowaka, Pacochy i Pustelnika.
Niwelowanie sporej przewagi Siarki nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie bardzo znakomita w defensywie. - Bardzo dobrze zafunkcjonowała obrona strefowa. To był moment, w którym poczuliśmy, że ten mecz możemy wygrać - zaznaczał Pacocha. Czwarta kwarta rozpoczęła się od mocnego uderzenia Pustelnika, który w krótkim czasie zdobył osiem punktów. - Na początku mi nie szło. Popełniłem kilka głupich strat, ale dobrze się stało, że w końcu "zaskoczyłem" - mówił z zadowoleniem. A dodajmy do tego, że wystąpił na własne życzenie, zmagając się z urazem kostki.
Przebudził się także Pacocha i to jego akcje pozwoliły praktycznie doprowadzić do wyrównania. KKS prowadzenie odzyskał na 180 sekund przed końcem, gdy w niesamowity sposób trafił Mielczarek. Chwilę później piąty faul osobisty popełnił Baran i szanse gospodarzy na zwycięstwo znacznie wzrosły. W kolejnej akcji Pacocha pewnie wykorzystał dwa rzuty wolne i Siarka chcąc doprowadzić do dogrywki musiała zdobyć trzy punkty. W łatwy sposób piłkę stracił jednak Baran i powrót tyszan z dalekiej podróży stał się faktem. - Po raz kolejny pokazaliśmy charakter i to, że nigdy się nie załamujemy, choć nie jest łatwo - tłumaczył, tradycyjnie już, najskuteczniejszy zawodnik w szeregach tyszan. - Kibice powinni być zadowoleni, bo ostatnio dostarczamy im sporo emocji i dodatkowo wygrywamy - uśmiechał się Pustelnik.
Lider gospodarzy w ciągu 20 minut zdobył zaledwie sześć "oczek" i co więcej wszystkie po rzutach wolnych. Mało tego, z gry oddał tylko jeden rzut. Słabszej postawy Pacochy należy jednak upatrywać w tym, że bardzo dobrze bronił Szpyrka. - Wiedzieliśmy, że kluczem do sukcesu będzie powstrzymanie Łukasza, który dysponuje nieprawdopodobnym rzutem - wyjaśniał rozgrywający Siarki. I pewnie, gdyby to właśnie on miał na tyle sił, by móc kryć do końca meczu "Paciego", to goście wygraliby to starcie... a tak w drugiej połowie jego rolę przejął Baran i nie radził sobie już tak dobrze.
- Tradycyjnie już w szatni trener mocno nas umotywował, bo na początku wyglądało to tak, jakbyśmy się bali rywala - podkreślał Piotr Pustelnik, rozgrywający KKS-u. I tyszanie zaczęli mozolnie odrabiać straty. Wykorzystywali głównie ten element gry, który siał takie spustoszenie w ich szeregach w czasie pierwszej połowy. Choć do przerwy trafili tylko jedną "trójkę", to później w ciągu samej tylko trzeciej kwarty dokonali tej sztuki aż pięć razy za sprawą Bzdyry, Mielczarka, Nowaka, Pacochy i Pustelnika.
Niwelowanie sporej przewagi Siarki nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie bardzo znakomita w defensywie. - Bardzo dobrze zafunkcjonowała obrona strefowa. To był moment, w którym poczuliśmy, że ten mecz możemy wygrać - zaznaczał Pacocha. Czwarta kwarta rozpoczęła się od mocnego uderzenia Pustelnika, który w krótkim czasie zdobył osiem punktów. - Na początku mi nie szło. Popełniłem kilka głupich strat, ale dobrze się stało, że w końcu "zaskoczyłem" - mówił z zadowoleniem. A dodajmy do tego, że wystąpił na własne życzenie, zmagając się z urazem kostki.
Przebudził się także Pacocha i to jego akcje pozwoliły praktycznie doprowadzić do wyrównania. KKS prowadzenie odzyskał na 180 sekund przed końcem, gdy w niesamowity sposób trafił Mielczarek. Chwilę później piąty faul osobisty popełnił Baran i szanse gospodarzy na zwycięstwo znacznie wzrosły. W kolejnej akcji Pacocha pewnie wykorzystał dwa rzuty wolne i Siarka chcąc doprowadzić do dogrywki musiała zdobyć trzy punkty. W łatwy sposób piłkę stracił jednak Baran i powrót tyszan z dalekiej podróży stał się faktem. - Po raz kolejny pokazaliśmy charakter i to, że nigdy się nie załamujemy, choć nie jest łatwo - tłumaczył, tradycyjnie już, najskuteczniejszy zawodnik w szeregach tyszan. - Kibice powinni być zadowoleni, bo ostatnio dostarczamy im sporo emocji i dodatkowo wygrywamy - uśmiechał się Pustelnik.
Polecane
Koszykówka