KKS Tychy - Politechnika 103-101. Zwycięstwo rzutem na taśmę
17.02.2010
Zanim jednak do tego doszło, tyszanie, mniej lub bardziej udanie, kontrowali przebieg wydarzeń na parkiecie. Od samego początku rewelacyjnie spisywał się Pacocha, który prezentował taką dyspozycję, do jakiej przyzwyczaił kibiców KKS-u. - On zawsze najlepsze spotkania rozgrywa przeciwko mnie. To pewnie dlatego, że kiedyś razem graliśmy w Polonii Warszawa i teraz zawsze stara mi się pokazać, kto jest lepszy - uśmiechał się Arkadiusz Miłoszewski, trener AZS-u Politechniki.
Oprócz rzucającego obrońcy gospodarzy bardzo dobrze spisywali się również Bzdyra i Nowak. Ten pierwszy pod nieobecność kontuzjowanego Salamonika spędza sporo czasu na parkiecie, a to przekłada się u niego na rewelacyjne statystyki. W meczu z warszawianami nie tylko zdobył 20 punktów, ale zanotował także sześć asyst i pięć przechwytów! Mimo to, tyszanie mieli spore problemy z uzyskaniem przewagi, która pozwoliłaby im spokojnie rozgrywać kolejne ataki. A wszystko dlatego, że... - Ciężko się gra z takim młodym zespołem, który gra na fantazji i tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać - wyjaśniał Mariusz Niedbalski, szkoleniowiec KKS-u.
Głównym atutem gości było to, co zwykle pokazywali w trakcie innych potyczek w naszym regionie, czyli rzuty zza linii 6,25 m. Tym razem trafili aż 13 razy. Drugie tyle się mylili. Co ciekawe, tyszanie w tym elemencie gry zaprezentowali się jeszcze lepiej. Byli lepsi o jedną "trójkę". Najważniejsze z nich padły w końcówce czwartej kwarty, gdy ważyły się losy pojedynku. Najpierw przymierzył Olczak, a po chwili Pacocha. - Który znowu pokazał, że jest najlepszym zawodnikiem ligi. My nie mamy tak doświadczonego koszykarza w naszych szeregach i dlatego byliśmy skazani na porażkę - podkreślał Miłoszewski. Rzucający obrońca KKS-u dołożył jeszcze akcję 2+1 i pewnie wykonywał rzuty wolne.
Wszystko to jednak mogłoby nie wystarczyć, gdyż do remisu na 20 sekund przed końcem doprowadził Michalak. To wydarzenie poprzedziły dwa umyślne przewinienia Hałasa, co pozwalało gościom z łatwością punktować. - Dziwne interpretacje arbitrów. Ja będę bronił zawodnika w tych sytuacjach - twierdził Niedbalski. W ostatniej akcji meczu piłka nie powędrowała jednak do Pacochy, ale do Pustelnika, który pokazał, że również potrafi zapewnić zwycięstwo swojej drużynie. - Zostałem jeden na jeden z wysokim zawodnikiem i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Czy czuję się bohaterem? Nie, popełniłem w tym meczu sporo błędów. Najważniejsze, że udało się wygrać - skromnie zaznaczył rozgrywający tyszan, który popisał się w tym pojedynku aż ośmioma asystami.
- Na pewno nie jesteśmy w wysokiej formie. Ja jednak wiem o tym, że posiadam w zespole bardzo dobrych zawodników i wierzę, że to wszystko będzie szło w dobrym kierunku - zapewniał po meczu trener tyszan.
Oprócz rzucającego obrońcy gospodarzy bardzo dobrze spisywali się również Bzdyra i Nowak. Ten pierwszy pod nieobecność kontuzjowanego Salamonika spędza sporo czasu na parkiecie, a to przekłada się u niego na rewelacyjne statystyki. W meczu z warszawianami nie tylko zdobył 20 punktów, ale zanotował także sześć asyst i pięć przechwytów! Mimo to, tyszanie mieli spore problemy z uzyskaniem przewagi, która pozwoliłaby im spokojnie rozgrywać kolejne ataki. A wszystko dlatego, że... - Ciężko się gra z takim młodym zespołem, który gra na fantazji i tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać - wyjaśniał Mariusz Niedbalski, szkoleniowiec KKS-u.
Głównym atutem gości było to, co zwykle pokazywali w trakcie innych potyczek w naszym regionie, czyli rzuty zza linii 6,25 m. Tym razem trafili aż 13 razy. Drugie tyle się mylili. Co ciekawe, tyszanie w tym elemencie gry zaprezentowali się jeszcze lepiej. Byli lepsi o jedną "trójkę". Najważniejsze z nich padły w końcówce czwartej kwarty, gdy ważyły się losy pojedynku. Najpierw przymierzył Olczak, a po chwili Pacocha. - Który znowu pokazał, że jest najlepszym zawodnikiem ligi. My nie mamy tak doświadczonego koszykarza w naszych szeregach i dlatego byliśmy skazani na porażkę - podkreślał Miłoszewski. Rzucający obrońca KKS-u dołożył jeszcze akcję 2+1 i pewnie wykonywał rzuty wolne.
Wszystko to jednak mogłoby nie wystarczyć, gdyż do remisu na 20 sekund przed końcem doprowadził Michalak. To wydarzenie poprzedziły dwa umyślne przewinienia Hałasa, co pozwalało gościom z łatwością punktować. - Dziwne interpretacje arbitrów. Ja będę bronił zawodnika w tych sytuacjach - twierdził Niedbalski. W ostatniej akcji meczu piłka nie powędrowała jednak do Pacochy, ale do Pustelnika, który pokazał, że również potrafi zapewnić zwycięstwo swojej drużynie. - Zostałem jeden na jeden z wysokim zawodnikiem i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Czy czuję się bohaterem? Nie, popełniłem w tym meczu sporo błędów. Najważniejsze, że udało się wygrać - skromnie zaznaczył rozgrywający tyszan, który popisał się w tym pojedynku aż ośmioma asystami.
- Na pewno nie jesteśmy w wysokiej formie. Ja jednak wiem o tym, że posiadam w zespole bardzo dobrych zawodników i wierzę, że to wszystko będzie szło w dobrym kierunku - zapewniał po meczu trener tyszan.
Polecane
Koszykówka