KKS Tychy - MKS Dąbrowa G. 87-76. Bo słabiej zagrali wysocy gracze...

05.12.2009
KKS Tychy wygrał z MKS-em Dąbrowa Górnicza. - Gościom należą się słowa uznania. Rozegrali dobre zawody, ale na szczęście my okazaliśmy się jeszcze lepsi - podkreślił Mariusz Niedbalski.
Gospodarze rozpoczęli z animuszem. Pod koszem dobrze radził sobie Mielczarek, a z kolei faulowany Pacocha pewnie egzekwował rzuty wolne. - Zwyżkę formy zasygnalizowaliśmy już w środowym meczu w Pucharze Polski - wyjaśniał Łukasz Pacocha, najskuteczniejszy zawodnik spotkania. Dąbrowianie szybko jednak wrócili na właściwe tory. A wszystko za sprawą Basińskiego, który indywidualnymi akcjami najpierw doprowadził do remisu, a następnie wyprowadził gości na prowadzenie. Po "trójce" Salamonika KKS odzyskał prowadzenie, ale w ostatniej sekundzie kwarty jego wyczyn powtórzył Zmarlak i to podopieczni Wojciecha Wieczorka prowadzili po pierwszych 10 minutach.

Kolejna odsłona to praktycznie rywalizacja kosz za kosz. Po stronie tyszan prym wiódł Pacocha, który skutecznymi wejściami pod kosz zdobywał kolejne punkty. - Na treningach poświeciliśmy sporo czasu zagraniom pick and roll w wykonaniu rywali, ale jak widać nie wyciągnęliśmy z tego odpowiednich wniosków - kręcił głową Łukasz Szczypka, rzucający obrońca dąbrowian. Z kolei po stronie gości punktował głównie Piechowicz, który trafiał zza linii 6,25 metra. - Byliśmy przygotowani na to, że musimy bronić się przed jego wejściami, a tymczasem on trafiał z dystansu - tłumaczył Pacocha.

Po przerwie oglądaliśmy festiwal "trójek", który jednak niewiele zmienił w wyniku, oscylującego wokół remisu. Kluczowym momentem dla spotkania okazało się zastosowanie przez tyszan obrony strefowej. - Długo biłem się z myślami, kiedy wprowadzić ten element gry, skoro MKS w pierwszej połowie trafił aż siedem razy zza linii 6,25 metra - zaznaczał trener KKS-u. Dąbrowianie nie mieli jednak pomysłu na sforsowanie tego typu obrony, a to pozwoliło odskoczyć tyszanom. W zespole gospodarzy aktywnie w grę w ataku włączył się Bzdyra.

W ostatniej kwarcie zawodnicy KKS-u kontrolowali sytuację na parkiecie i choć w końcówce skuteczne akcje Piechowicza spowodowały, że na moment zadrżały serca fanów gospodarzy, to ostatecznie tyszanie nie dali sobie wyrwać z rąk zwycięstwa w prestiżowym spotkaniu. - Kolejny raz słabiej zagrali wysocy zawodnicy. Jeśli jednak ich postawę w meczu z Anwilem można było wytłumaczyć klasą rywala, to jednak już w meczu z KKS-em trudno wyjaśnić, co było tego powodem - ze smutkiem komentował Piotr Laube, kierownik dąbrowian.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również