KKS Tychy - AZS AWF Katowice 91-78. Derby w świątecznej atmosferze
16.12.2009
Pierwsze fragmenty gry to przede wszystkim dobra postawa strzelców po obu stronach. W ekipie tyszan tradycyjnie już dobrą skutecznością zza linii 6,25 m wykazywał się Pacocha, a starał mu się odpowiadać Wójciak. Po "trójce" tego drugiego, AZS AWF objął prowadzenie dwoma "oczkami", ale po chwili w ten sam sposób odpowiedział najlepszy strzelec KKS-u. W drugiej kwarcie rzucający obrońca gospodarzy częściej przebywał na ławce niż na parkiecie z powodu kłopotów z faulami. Z powodzeniem zastąpił go jednak Pustelnik. - Piotrek jest w wysokiej formie, ale ja uważam, że i tak prezentuje dopiero 25% tego co na treningach. Będzie jeszcze lepiej - zapewniał Mariusz Niedbalski, trener miejscowych.
Goście nie zamierzali jednak dać za wygraną i po celnym rzucie za trzy Zająca zbliżyli się na różnicę trzech punktów. W tym momencie po przewinieniu bohatera ostatniej akcji faulujący głośno wyraził dezaprobatę wobec decyzji arbitrów, za co został ukarany przewinieniem technicznym. - Szkoda tego sytuacji, bo zamiast dojść rywala, to znów musieliśmy odrabiać straty - ze smutkiem twierdził Adam Zając, szkoleniowiec "Akademików". Przewagę tyszan na sam koniec tej odsłony powiększył Nowak, wykorzystując dobre dogranie Pustelnika.
Gdy po przerwie Salamonik popisał się przechwytem na połowie boiska, po czym przy udziale Mielczarka wykończył kontrę, straty katowiczan znów wynosiły ponad 10 punktów. Wówczas sygnał do odrabiania strat dał Milewski, trafiając "trójkę". Tym samym odpowiedział Salamonik, ale końcówka tej kwarty należała bezwzględnie do katowiczan. Akcję 2+1 zaliczył Gembus, a po chwili to samo mógł uczynić Wójcik, ale nie trafił rzutu wolnego. - Zabrakło koncentracji. Niczego nie ujmując zespołowi z AZS-u AWF-u, w podświadomości byliśmy pewni wygranej i stąd nie potrafiliśmy utrzymywać wysokiej przewagi - mówił Piotr Pustelnik, rozgrywający tyszan.
O zwycięstwie miała więc zadecydować ostatnia odsłona, a w niej pierwsze minuty należały do gospodarzy, którym znów udało się odskoczyć. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Piotrkowski i skutecznymi akcjami pod koszem niwelował straty. Po jednej z jego akcji różnica wynosiła zaledwie cztery "oczka". Zawodnicy KKS-u w porę się opanowali i rzutach Salamonika i Pacochy znów uzyskali bezpieczną przewagę. - W przerwie mecz w szatni zażartowałem, że powinniśmy sobie założyć czapki Mikołaja i biegać w nich na boisku, bo mecz toczył się właśnie w takiej świąteczno-noworcznej atmosferze - podsumował Niedbalski.
Goście nie zamierzali jednak dać za wygraną i po celnym rzucie za trzy Zająca zbliżyli się na różnicę trzech punktów. W tym momencie po przewinieniu bohatera ostatniej akcji faulujący głośno wyraził dezaprobatę wobec decyzji arbitrów, za co został ukarany przewinieniem technicznym. - Szkoda tego sytuacji, bo zamiast dojść rywala, to znów musieliśmy odrabiać straty - ze smutkiem twierdził Adam Zając, szkoleniowiec "Akademików". Przewagę tyszan na sam koniec tej odsłony powiększył Nowak, wykorzystując dobre dogranie Pustelnika.
Gdy po przerwie Salamonik popisał się przechwytem na połowie boiska, po czym przy udziale Mielczarka wykończył kontrę, straty katowiczan znów wynosiły ponad 10 punktów. Wówczas sygnał do odrabiania strat dał Milewski, trafiając "trójkę". Tym samym odpowiedział Salamonik, ale końcówka tej kwarty należała bezwzględnie do katowiczan. Akcję 2+1 zaliczył Gembus, a po chwili to samo mógł uczynić Wójcik, ale nie trafił rzutu wolnego. - Zabrakło koncentracji. Niczego nie ujmując zespołowi z AZS-u AWF-u, w podświadomości byliśmy pewni wygranej i stąd nie potrafiliśmy utrzymywać wysokiej przewagi - mówił Piotr Pustelnik, rozgrywający tyszan.
O zwycięstwie miała więc zadecydować ostatnia odsłona, a w niej pierwsze minuty należały do gospodarzy, którym znów udało się odskoczyć. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Piotrkowski i skutecznymi akcjami pod koszem niwelował straty. Po jednej z jego akcji różnica wynosiła zaledwie cztery "oczka". Zawodnicy KKS-u w porę się opanowali i rzutach Salamonika i Pacochy znów uzyskali bezpieczną przewagę. - W przerwie mecz w szatni zażartowałem, że powinniśmy sobie założyć czapki Mikołaja i biegać w nich na boisku, bo mecz toczył się właśnie w takiej świąteczno-noworcznej atmosferze - podsumował Niedbalski.
Polecane
Koszykówka