Kiedy Wisła Kraków była przy GKS-ie Katowice ubogim klubem...

10.03.2011
Dzisiaj nie do pomyślenia byłby transfer z pierwszego składu Wisły Kraków do GKS-u Katowice. Co innego 20 lat temu. Wtedy właśnie taką drogę przemierzył Marek Świerczewski.
- Wówczas GKS był tak mocny jak Wisła teraz. I to pod każdym względem. Zarówno finansowo, jak i czysto piłkarsko. Wisła była ubogim klubem, a GKS, jak na tamte czasy, był bardzo zamożny - opowiada na łamach Magazynu "Bukowa".

- Gdy tutaj trafiłem, miałem 20 lat. Grałem w reprezentacji młodzieżowej, wyróżniałem się w tej Wiśle - strzelałem sporo goli, biorąc pod uwagę fakt, iż był to bardzo przeciętny klub. Dodatkowo, rok lub dwa lata wcześniej, do Katowic przyszedł mój brat, więc powoli zaczęto się interesować także moją osobą. Pamiętam, że na moich meczach pojawiali się specjalni obserwatorzy z GieKSy i nagle zapadła decyzja, że mnie ściągają - opowiada "Generał".

- Akurat kończył mi się kontrakt w Wiśle, miałem kilka propozycji - z ŁKS-u, Lubina, ale to Katowice były najbliżej Krakowa, więc zdecydowałem się przyjść na Bukową. Oprócz tego, jak już wcześniej wspominałem, tutaj był już mój brat. Ale tak naprawdę, największym plusem GKS-u była osoba prezesa Mariana Dziurowicza. Miał taki dar przekonywania, że wylądowałem w GKS-ie i na pewno nie żałuję tej decyzji.
źródło: Magazyn Bukowa

Przeczytaj również