Katowiczanie nie mieli apetytu, ale złą serię udało się przełamać

03.08.2014
W ostatnich latach GKS Katowice nie miał powodów do radości w inauguracyjnych spotkaniach. Tym razem udało się wygrać przy Bukowej dzięki Grzegorzowi Goncerzowi, który zdobył gola w doliczonym czasie.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
W ostatnich dniach głośno było o niewykorzystanych rzutach karnych. Najpierw w starciu Legii Warszawa z Celtikiem Glasgow dwóch "jedenastek" nie wykorzystał Ivica Vrdoljak, w piątek również dwa razy z 11 metrów pomylili się piłkarze Sandecji Nowy Sącz w pojedynku z GKS-em Tychy. Podejść więc do karnego - i to w doliczonym czasie gry! - niektórzy pewnie mieliby problem...

Nie miał go Grzegorz Goncerz, który na przedmeczowej odprawie zgłosił się do wykonania ewentualnego rzutu karnego. Podobnie uczyniło dwóch innych zawodników, ale w momencie, gdy sędzia odgwizdał faul w "szesnastce" Widzewa, na boisku ich nie było. "Gonzo" wziął więc piłkę, ustawił i zrobił to, co miał zrobić. - Czułem się pewnie, nie pozostało mi nic innego, jak wykorzystać karnego - komentuje piłkarz.

- Pierwsza połowa była niezła w naszym wykonaniu. Mieliśmy dużo sytuacji podbramkowych, mogliśmy zdobyć więcej goli. Na drugą część gry wyszliśmy zadowoleni z tego prowadzenia i zostaliśmy pokarani - opisuje Goncerz. - Z boiska wyglądało tak, jakbyśmy nie mieli apetytu na kolejne bramki. Sytuacji było jak na lekarstwo - dodaje.

Jakie były powody tego, że w drugiej połowie gra była gorsza? - Mentalnie nie podeszliśmy do sprawy tak, jak powinniśmy. Mieliśmy wyjść z przekonaniem, że jest 1-0 i że chcemy Widzew stłamsić, a to łodzianie przejęli kontrolę - przyznaje Goncerz. A gdy to rywal ma piłkę, to może się pojawić pewien problem. Zwłaszcza przy takim upale, jaki wczoraj panował przy Bukowej...

- Może łodzianie nie mieli klarownych sytuacji, ale prowadzili grę, a człowiek biegając za piłką podwójnie się męczy. Byliśmy strasznie zmęczeni. Kilku chłopaków łapały skurcze, ale jakoś dobrnęliśmy szczęśliwie do końca - mówi piłkarz, którego po strzeleniu gola... gonili piłkarze Widzewa.

Łodzianie oczywiście liczyli, że uda im się szybko wznowić grę i być może stworzyć jakąś akcję. Nie mogli jednak tego zrobić, bo... Goncerz wziął piłkę i schował ją pod koszulkę. Nie zrobił tego jednak na złość rywalom - był to gest dla żony, która spodziewa się dziecka. Jest w szóstym miesiącu ciąży.

Katowiczanie wygrali inaugurację pierwszy raz od 2007 roku. Wtedy to GKS wygrał na wyjeździe (2-1) z ŁKS-em Łomża.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również