Katowice - Kluczbork 0-1. GieKSa dobrała nie ten repertuar, co trzeba
30.10.2009
Tak chóralnych śpiewów w szatni gości nie było na Bukowej już dawno. Zawodnicy z Kluczborka mieli się jednak z czego cieszyć. Nie dość, że nie stracili gola w piątym (!) kolejnym ligowym spotkaniu, to jeszcze jako pierwsi w tym sezonie zdobyli katowicki stadion. - Byliśmy lepsi. Przeciwnik ustawił się na 16. metrze i stworzył sobie praktycznie tylko jedną groźną sytuację... - rozkładał ręce Gabriel Nowak. Ale to beniaminkowi w zupełności wystarczyło.
- Dośrodkowałem z rzutu wolnego. Któryś z obrońców gospodarzy nie zdołał wybić piłki, a tylko ją przedłużył. Do futbolówki dopadł Michał Glanowski i wycofał do Rafała Niziołka. Ładny strzał po długim roku i po chwili prawdziwa eksplozja radości - tak kluczową akcję meczu opisywał Waldemar Sobota, jeden z najlepszych w szeregach MKS-u. Równie wysoko należy ocenić występ Stodoły. Golkiper przyjezdnych bronił bardzo pewnie, a przy okazji pięknego strzału Plewni wzniósł się na wyżyny swoich możliwości. Gospodarzom to się nie udawało.
- Powinniśmy byli zaprezentować zgoła inny repertuar. W pewnych momentach brakowało nam umiejętności - przyznał Adam Nawałka. Trener GKS-u najwięcej zastrzeżeń do swoich graczy może mieć o skuteczność. - Ogarnęła nas dzisiaj jakaś niemoc strzelecka - zaznaczał rozgrywający dobre zawody Nowak, który - jak na defensywnego pomocnika - miał multum okazji. - Chyba cztery... - zauważył. - Szkoda, bo MKS wcale nie był najmocniejszym zespołem, jaki przyjechał do nas od początku rozgrywek - dodał po chwili. Tak czy siak, piłkarzom z Opolszczyzny trzeba oddać, że zrobili wiele, by wybić katowiczanom z głów marzenia o sukcesie.
Ich błędy w defensywie można by policzyć na palcach jednej ręki. - Nie wiem, czy wygraliśmy zasłużenie. Nie mam jednak wątpliwości, że przeciwstawiliśmy GieKSie bardzo mądrą grę. Jest zero z tyłu, tak jak zakładaliśmy sobie przed wyjściem na murawę, a i z przodu udało się coś wepchnąć. Czego chcieć więcej? - zapytywał rozpromieniony Sobota. Zwyciężając w Katowicach, jego drużyna opuściła strefę spadkową. GieKSa spadła natomiast na 10. pozycję. Przed nią teraz dwie niezwykle trudne przeprawy: z Podbeskidziem i Pogonią.
Konferencja prasowa
Grzegorz Kowalski (trener MKS-u): Mecz walki. Znów pokazaliśmy, że jesteśmy dobrze zorganizowani w obronie, ale i w ofensywie potrafimy coś zdziałać. Szkoda kilku sytuacji, kiedy to wychodziliśmy trzech na dwóch. Brakowało nam w tych momentach zimnej krwi. To dla nas drogocenne punkty. By je zdobyć, wykorzystywaliśmy wszystkie możliwe sposoby.
Adam Nawałka (trener GKS-u): Początek należał do nas. Bramka wszystko zmieniła. Okazuje się, że jeszcze nie czas, by spokojne wygrywać kolejne mecze. Nasza zdobycz punktowa niektórych chyba zmyliła. My cały czas musimy wygrywać po to, by utrzymać się w lidze.
- Dośrodkowałem z rzutu wolnego. Któryś z obrońców gospodarzy nie zdołał wybić piłki, a tylko ją przedłużył. Do futbolówki dopadł Michał Glanowski i wycofał do Rafała Niziołka. Ładny strzał po długim roku i po chwili prawdziwa eksplozja radości - tak kluczową akcję meczu opisywał Waldemar Sobota, jeden z najlepszych w szeregach MKS-u. Równie wysoko należy ocenić występ Stodoły. Golkiper przyjezdnych bronił bardzo pewnie, a przy okazji pięknego strzału Plewni wzniósł się na wyżyny swoich możliwości. Gospodarzom to się nie udawało.
- Powinniśmy byli zaprezentować zgoła inny repertuar. W pewnych momentach brakowało nam umiejętności - przyznał Adam Nawałka. Trener GKS-u najwięcej zastrzeżeń do swoich graczy może mieć o skuteczność. - Ogarnęła nas dzisiaj jakaś niemoc strzelecka - zaznaczał rozgrywający dobre zawody Nowak, który - jak na defensywnego pomocnika - miał multum okazji. - Chyba cztery... - zauważył. - Szkoda, bo MKS wcale nie był najmocniejszym zespołem, jaki przyjechał do nas od początku rozgrywek - dodał po chwili. Tak czy siak, piłkarzom z Opolszczyzny trzeba oddać, że zrobili wiele, by wybić katowiczanom z głów marzenia o sukcesie.
Ich błędy w defensywie można by policzyć na palcach jednej ręki. - Nie wiem, czy wygraliśmy zasłużenie. Nie mam jednak wątpliwości, że przeciwstawiliśmy GieKSie bardzo mądrą grę. Jest zero z tyłu, tak jak zakładaliśmy sobie przed wyjściem na murawę, a i z przodu udało się coś wepchnąć. Czego chcieć więcej? - zapytywał rozpromieniony Sobota. Zwyciężając w Katowicach, jego drużyna opuściła strefę spadkową. GieKSa spadła natomiast na 10. pozycję. Przed nią teraz dwie niezwykle trudne przeprawy: z Podbeskidziem i Pogonią.
Konferencja prasowa
Grzegorz Kowalski (trener MKS-u): Mecz walki. Znów pokazaliśmy, że jesteśmy dobrze zorganizowani w obronie, ale i w ofensywie potrafimy coś zdziałać. Szkoda kilku sytuacji, kiedy to wychodziliśmy trzech na dwóch. Brakowało nam w tych momentach zimnej krwi. To dla nas drogocenne punkty. By je zdobyć, wykorzystywaliśmy wszystkie możliwe sposoby.
Adam Nawałka (trener GKS-u): Początek należał do nas. Bramka wszystko zmieniła. Okazuje się, że jeszcze nie czas, by spokojne wygrywać kolejne mecze. Nasza zdobycz punktowa niektórych chyba zmyliła. My cały czas musimy wygrywać po to, by utrzymać się w lidze.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku