Kapitan oddał koszulę kibicom. "Mają prawo być wkurzeni"

13.08.2017
- Potrzebujemy impulsu w postaci zwycięstwa. Będę przekonywać tych chłopaków, że każdy z nich potrafi grać w piłkę i ma jaja. Trzeba to pokazać na boisku. Umiejętności mają, bo inaczej by się tu nie znaleźli. A jaja też są, tylko trzeba je mieć przez 90 minut, a my czasami gdzieś gubimy tą ostrość - przyznał po sobotnim meczu z Puszczą Niepołomice Tomasz Midzierski, kapitan GKS-u Katowice.
Rafał Rusek/PressFocus
Midzierski drugi raz z rzędu jako kapitan świecił oczami po meczu swojego zespołu. Najpierw przed kibicami, którym oddał koszulkę, potem przed dziennikarzami, którym starał się wytłumaczyć co się dzieje z drużyną. - Wydaje mi się, że zdecydowanie przeważaliśmy w pierwszej połowie, w szatni przed meczem powiedzieliśmy, że trzeba rywala zaatakować wysoko i było to widać. A w drugiej połowie nastąpiła kompletna odmiana drużyny. Daliśmy się zepchnąć do defensywy, mieliśmy problemy z grą przeciwnika gdy ten grał dwoma napastnikami. Powinniśmy po swoim golu zaatakować jeszcze mocniej, a chyba kolejny raz trafienie nas uspokoiło. To tak, jakbyśmy czuli że przeciwnika mamy pod kontrolą, prowadzimy i zaczynamy oddawać mu pole - analizuje występ defensor GKS-u.

- Było nerwowo w szatni, padło kilka mocnych słów. Sami zadajemy sobie pytanie co się z nami dzieje. Trzeba będzie spotkać się również z trenerem, dowiedzieć się jakie jest jego zdanie na ten temat. Ja jako kapitan nie będę na nikogo krzyczał, bo to są dorośli faceci. Będę próbował podbudować chłopaków i trzeba znaleźć przyczynę, dla której po przerwie wyglądamy słabiej niż w pierwszej połowie. Problem chyba tkwi w głowach. Mamy siły, ale za szybko zadowalamy się jednobramkowym prowadzeniem - zastanawia się nad przyczynami złej passy Midzierski.

Efekt serii rozczarowań przy Bukowej jest taki, że piłkarze praktycznie stracili wsparcie swoich kibiców. Fani z "blaszoka" po starciu z Puszczą domagali się ściągnięcia koszulek przez zawodników Katowic. Pod ich sektor udali się właśnie Midzierski, oraz Mateusz Kamiński. - Nie jest to pierwszy stadion, na którym kibice są już na tyle rozgoryczeni, że każą oddawać koszulki. Moją decyzją było, że pójdę pod sektor. Po wcześniejszych rozmowach z kibicami i zarządem doszliśmy do wniosku, że kapitan powinien tam być. Było gorąco. Oddałem koszulkę, bo myślę, że taka sytuacja była potrzebna. Będę robił wszystko, by kibice nie przestali w nas wierzyć i byli z nami. Będę o to gorąco apelował, będę o to prosił. Oddanie koszuli było gestem świadczącym o tym, że my też zdajemy sobie sprawę z tego, że wyniki są niezadowalające a kibice mają prawo być wkurzeni - tłumaczył Midzierski.
autor: ŁM

Przeczytaj również