Kamil Cholerzyński: Rozpiera mnie duma
04.08.2014
Kapitanem GKS-u Katowice jest Przemysław Pitry. Ten jednak spotkanie z Widzewem Łódź rozpoczął na ławce rezerwowych. Kapitańską opaskę musiał więc założyć ktoś inny. Zespół wyprowadził na boisko Kamil Cholerzyński.
- Jeśli mam być szczery, to rozpiera mnie duma. Byłem już co prawda wcześniej kapitanem podczas jednego z meczów pucharowych, ale w spotkaniu z takim rywalem i do tego jeszcze na inaugurację przy Bukowej bycie kapitanem sprawia, że serce rośnie. Jakby mi ktoś powiedział na początku mojej przygody z GieKSą w juniorach, że tyle spędzę czasu przy Bukowej i w końcu wyprowadzę zespół na murawę, to popukałbym się w głowę. Jestem dumny z chłopaków, że walczyliśmy do końca i dziękuję im za to zwycięstwo. Cieszymy się i czekamy na kolejne mecze ligowe - przyznaje "Kufel".
Cholerzyński mógł kapitański występ okrasić golem. Tuż przed przerwą miał idealną okazję, by pokonać bramkarza łodzian. - Powinienem strzelić przy tej sytuacji i wtedy przy wyniku 2-0 grałoby się inaczej. Co do drugiej połowy, to chyba już taka jest mentalność zespołu prowadzącego 1-0. Gdzieś to w głowie siedzi, że jeśli prowadzenie jest tylko jednobramkowe, to włącza się blokada i drużyna się cofa. Powinno być zupełnie inaczej. To oni powinni się denerwować, a nie my. Im się kleiło, u nas było nerwowo. Na szczęście zakończenie było pozytywne dla GKS-u - mówi zawodnik.
- Jeśli mam być szczery, to rozpiera mnie duma. Byłem już co prawda wcześniej kapitanem podczas jednego z meczów pucharowych, ale w spotkaniu z takim rywalem i do tego jeszcze na inaugurację przy Bukowej bycie kapitanem sprawia, że serce rośnie. Jakby mi ktoś powiedział na początku mojej przygody z GieKSą w juniorach, że tyle spędzę czasu przy Bukowej i w końcu wyprowadzę zespół na murawę, to popukałbym się w głowę. Jestem dumny z chłopaków, że walczyliśmy do końca i dziękuję im za to zwycięstwo. Cieszymy się i czekamy na kolejne mecze ligowe - przyznaje "Kufel".
Cholerzyński mógł kapitański występ okrasić golem. Tuż przed przerwą miał idealną okazję, by pokonać bramkarza łodzian. - Powinienem strzelić przy tej sytuacji i wtedy przy wyniku 2-0 grałoby się inaczej. Co do drugiej połowy, to chyba już taka jest mentalność zespołu prowadzącego 1-0. Gdzieś to w głowie siedzi, że jeśli prowadzenie jest tylko jednobramkowe, to włącza się blokada i drużyna się cofa. Powinno być zupełnie inaczej. To oni powinni się denerwować, a nie my. Im się kleiło, u nas było nerwowo. Na szczęście zakończenie było pozytywne dla GKS-u - mówi zawodnik.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku