JKH Jastrzębie - GKS Tychy 4-1. Pokonali lidera w pięć minut

13.11.2009
- W pierwszej tercji w stu procentach zrealizowaliśmy założenia taktyczne. To ona przesądziła o naszym zwycięstwie - przyznał po wygranej z Tychami trener JKH, Wojciech Matczak.
Ekipa z Jastrzębia pokonując na własnym lodowisku tyski GKS zapewniła sobie miejsce w pierwszej szóstce. Hokeiści JKH od pierwszych sekund piątkowego pojedynku z liderem ruszyli do zdecydowanych ataków. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Gospodarze w nieco ponad pięć minut strzelili trzy gole.

Najpierw Zdrahal podał zza bramki do Lipiny, a ten pewnie pokonał Witka. Później GKS wykorzystał grę w przewadze. Piekarski uderzył bez przyjęcia i krążek wylądował w siatce. Trzecią bramkę miejscowi zdobyli na raty. Witek strzał Pastryka i dobitkę Radwan zdołał jeszcze obronić. Przy poprawce Kiełbasy był już jednak bezradny. - W pierwszej tercji w stu procentach zrealizowaliśmy założenia taktyczne. To ona przesądziła o naszym zwycięstwie. Goście na początku meczu byli chyba trochę rozkojarzeni - ocenił szkoleniowiec JKH, Wojciech Matczak.

Drużyna z Tychów w pierwszej odsłonie praktycznie nie istniała. - Nie wiemy, dlaczego zaczęliśmy tak słabo. Jastrzębie wykorzystało wszystkie nasze błędy i słabości - przyznał napastnik przyjezdnych, Tomasz Proszkiewicz.

W następnych dwóch tercjach spotkanie się wyrównało, a momentami przewagę mieli tyszanie. Jednak znakomicie spisywał się między słupkami bramki Jastrzębia Kosowski. - Zagrał na 150 procent - chwalił golkipera Matczak. Pokonać go zdołał najaktywniejszy w drużynie GKS-u, Proszkiewicz. Udało mu się to dopiero przy trzeciej okazji. Wpierw trafił w słupek. Następnie przegrał pojedynek sam na sam. Gola zdobył w najmniej spodziewanym momencie, gdy jego zespół grał w osłabieniu. Przejął krążek na środku tafli i sam pojechał na bramkę nie dając szans na obronę Kosowskiemu. - Zamieniłbym tego gola na punkty - przyznał strzelec.

GKS mógł zdobyć kontaktowego gola, ale Bacul będąc pół metra przed pustą bramką posłał "gumę" obok słupka. - Gdyby wtedy pada bramka, to wynik byłby zupełnie inny - stwierdził szkoleniowiec JKH. Przed końcem trzeciej tercji na listę strzelców wpisał się Zdenek i miejscowi radowali się z pewnej wygranej.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również