Janusz Gancarczyk: Coś złego się we mnie obudziło

02.04.2014
Konsekwencją niewłaściwego zachowania po meczu w Legnicy do zespołu rezerw GKS-u Katowice przesunięty został Janusz Gancarczyk. Zawodnik m.in. wybrał się zaraz po spotkaniu do rodzinnej Oławy bez konsultacji ze sztabem trenerskim.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
- Zaczęło się od złości: kopnięty mikrofon stacji Orange Sport, torba, potem zejście do szatni. Skąd te emocje?
Janusz Gancarczyk: - Taki już jestem... Dobrze się czułem tego dnia, choć może byłem... za bardzo pobudzony. Wydawało mi się w każdym razie, że nie jest to wcale złe spotkanie w moim wykonaniu. Kiedy więc zobaczyłem w górze tabliczkę z moim numerem, zdenerwowałem się. Nie chciałem schodzić, i to jeszcze przy stanie 0-3.

- Wierzył pan jeszcze w odmianę losów gry?
- A czemu nie? Jagiellonia dzień później w meczu z Górnikiem pokazała, że to jest możliwe. A myśmy przecież zupełnie nieźle weszli w to spotkanie. Szkoda oczywiście mojej niewykorzystanej okazji z pierwszych minut; po raz kolejny w tej rundzie trafiłem w bramkarza w sytuacji „jeden na jeden”. Chciałem uderzać po długim rogu, ale nieczysto uderzyłem piłkę... Potem jeszcze 10-15 minut wciąż graliśmy dobrze i wydawało mi się, że powinniśmy wygrać. Tymczasem wszystko zmieniło się po pierwszej straconej bramce. Jak gdyby zespół przestał wierzyć w to, że przy stanie 0-1 wciąż można wygrać mecz.

- Prezes Cygan nazwał to „syndromem katowickim”...
- Dla mnie to dziwna sytuacja. Przecież mamy bardzo doświadczoną drużynę, która nie powinna tak łatwo oddawać pola.

- A jednak do szatni schodziliście, przegrywając 0-2...
- W przerwie trener podkreślał, że jeszcze nie straciliśmy szans. Że w pierwszych dziesięciu minutach musimy spróbować „wrócić do meczu”, powalczyć o gola. Tylko że od razu w pierwszej sytuacji po przerwie sami sobie strzeliliśmy trzecią bramkę.

- No i się posypało...
- I się posypało... Stąd te moje niepotrzebne emocje przy zmianie. Tym bardziej, że chwilę wcześniej wyłuskałem piłkę, oddałem strzał. Fakt – niecelny, ale jednak pokazujący, że można coś jeszcze zdziałać. I nagle widzę, że mam zejść... Coś złego się we mnie obudziło. Generalnie jestem spokojnym człowiekiem, ale jak coś nie idzie po mojej myśli, potrafię się zmienić o 180 stopni. Oczywiście, żałuję pewnych zachowań. Mogłem ostudzić emocje, spokojnie „dosiedzieć” ten mecz na ławce. Ale ciężko mi było...


Cały wywiad z zawodnikiem GKS-u Katowice w dzisiejszym wydaniu Sportu.

źródło: SPORT/SportSlaski.pl

Przeczytaj również