Janusz Białek: Na Bukowej jeden przeciwnik się nie zmienił. To publika!

19.03.2010
- Cieszę się, że nie muszę grać naprzeciw takiego GKS-u Katowice, jaki sam prowadziłem - śmieje się Janusz Białek, trener Stali Stalowa Wola. Mimo to, jutro goście najpewniej... zamurują swoją bramkę.
Czas pędzi jak szalony, można by powiedzieć... Niedługo minie już 10 lat od momentu, gdy Janusz Białek obejmował GKS Katowice. Drużynę zupełnie inną od tej, która grywa na Bukowej obecnie, bo z Piotrem Lechem, Mirosławem Sznaucnerem, Markiem Świerczewskim czy Tomaszem Moskałą. - Cieszę się, że jutro nie będę musiał grać naprzeciwko takich nazwisk - śmieje się trener Stali Stalowa Wola, "czerwonej latarni" I ligi, który podkreśla, że pobyt w Katowicach wspomina bardzo miło. W sobotnie popołudnie... tak miło może już jednak nie być.

To gospodarze są zdecydowanym faworytem. - Oglądałem obydwa wiosenne mecze GKS-u i muszę przyznać, że ten zespół ma prawdziwy "gieksiarski charakter". Poza tym, mimo upływu lat, jedna rzecz na Bukowej się nie zmieniła. To tamtejsza publika! Ten przeciwnik cały czas jest taki sam. Stanowi dla klubu atut z rodzaju tych nie do przecenienia - wskazuje Białek.

O ile jednak doping trybun widowisko tylko okrasi, o tyle różnie może być w tym względzie z... postawą gości. Piłkarze GieKSy wcale nie ukrywają, że spodziewają się po rywalu murowania bramki. I wygląda na to, że mają rację, bo Białek nie zaprzecza. - Chcemy grać swoje, ale na pewno się nie otworzymy. Proszę się temu nie dziwić, skoro duża część naszej kadry to po prostu debiutanci. Dla nas już remis będzie zadowalającym wynikiem - nie kryje.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również