Jak nasi obchodzą się z talentami? Ruch na plus, Górnik na minus
02.12.2009
Na Górnym Śląsku piłkarskich talentów nigdy nie brakowało. Niestety, nie oznacza to, że tutejsze firmy w pełni wykorzystują potencjał, jaki drzemie w młodzieży. - Kiedyś - gdzie by nie spojrzał - w składzie było 80 procent Ślązaków. Teraz wszystko się zmieniło - wskazuje Marek Motyka. Byłego szkoleniowca Górnika Zabrze i Polonii Bytom zapytaliśmy o ocenę pracy naszych klubów z futbolowym narybkiem. Jak się jednak okazuje, nie od nich wszystko zależy.
Na plus...
Ruch Chorzów. Pod względem finansowym na Cichej za różowo nie jest, ale najważniejsze, że władze "Niebieskich" chwyciły się w tej sytuacji najlepszego rozwiązania, czyli inwestowania w młodzież. Eksplozja talentów Macieja Sadloka i Artura Sobiecha to nie przypadek.
Adam Nawałka. Chylę przed nim czoła. Gdy przychodził do GKS-u Katowice, wielu pytało: "Co on chce tam zrobić?". Odeszli przecież piłkarze z nazwiskami, a została tylko garstka młodzieży. Tymczasem okazało się, że sercem i pracą można zdziałać naprawdę wiele. GKS ma dzisiaj niezwykle perspektywiczny zespół, który - jeśli tylko uda się na Bukową przyciągnąć sponsora - w niedalekiej przyszłości może stać się głównym kandydatem do awansu do ekstraklasy.
Gwarek Zabrze. Moim zdaniem, prawdziwy fenomen. W tym klubie naprawdę wiedzą, jak pracować z młodymi zawodnikami. Co rusz wydają na świat kolejnego chłopaka z "papierami" na poważną karierę. Nie mam wątpliwości, że tak to właśnie powinno wyglądać.
Na minus...
Górnik Zabrze. Nie rozumiem, dlaczego na Roosevelta nie można na dobre zacieśnić współpracy ze wspomnianym Gwarkiem. Gdyby każdy jego wyróżniający się piłkarz trafiał do I-ligowca, to zyskiwaliby na tym wszyscy. I Gwarek, i Górnik, i sam gracz. A tak...
Menedżerowie. Nastolatek dwa razy dobrze kopnie piłkę, a już pojawia się wokół niego trzech jegomościów, którzy są chętni poprowadzić go dalej. Często na Zachód. A przecież taki chłopak nie ma praktycznie żadnych szans, by się tam przebić. Gdy to zrozumie, nagle okazuje się, że menedżer, który wytransferował go zagranicę, już się nim nie interesuje.
Działacze. Szkoleniowcy często nie podejmują ryzyka wystawiania niedoświadczonych piłkarzy, bo po prostu boją się o miejsca pracy. Jeśli młokos popełni kilka błędów, to pod topór pójdzie głowa trenera. Zapomina się, że ta młodzież musi się kiedyś ograć.
Rodzice. Nierzadko to właśnie im najbardziej zależy na szybkich transferach dzieci. Myślą, że skoro ich syn ma talent, to od razu poradzi sobie w którejś z silnych lig. Ale pewnych spraw nie da się przeskoczyć. Proszę tylko spojrzeć na przykład Roberta Lewandowskiego. Znicz Pruszków, Lech Poznań, reprezentacja... Wspina się na szczyt, ale nie robi tego nerwowo, a spokojnie pokonuje kolejne szczeble. Efekt jest taki, że bije się o niego pół Europy.
Na plus...
Ruch Chorzów. Pod względem finansowym na Cichej za różowo nie jest, ale najważniejsze, że władze "Niebieskich" chwyciły się w tej sytuacji najlepszego rozwiązania, czyli inwestowania w młodzież. Eksplozja talentów Macieja Sadloka i Artura Sobiecha to nie przypadek.
Adam Nawałka. Chylę przed nim czoła. Gdy przychodził do GKS-u Katowice, wielu pytało: "Co on chce tam zrobić?". Odeszli przecież piłkarze z nazwiskami, a została tylko garstka młodzieży. Tymczasem okazało się, że sercem i pracą można zdziałać naprawdę wiele. GKS ma dzisiaj niezwykle perspektywiczny zespół, który - jeśli tylko uda się na Bukową przyciągnąć sponsora - w niedalekiej przyszłości może stać się głównym kandydatem do awansu do ekstraklasy.
Gwarek Zabrze. Moim zdaniem, prawdziwy fenomen. W tym klubie naprawdę wiedzą, jak pracować z młodymi zawodnikami. Co rusz wydają na świat kolejnego chłopaka z "papierami" na poważną karierę. Nie mam wątpliwości, że tak to właśnie powinno wyglądać.
Na minus...
Górnik Zabrze. Nie rozumiem, dlaczego na Roosevelta nie można na dobre zacieśnić współpracy ze wspomnianym Gwarkiem. Gdyby każdy jego wyróżniający się piłkarz trafiał do I-ligowca, to zyskiwaliby na tym wszyscy. I Gwarek, i Górnik, i sam gracz. A tak...
Menedżerowie. Nastolatek dwa razy dobrze kopnie piłkę, a już pojawia się wokół niego trzech jegomościów, którzy są chętni poprowadzić go dalej. Często na Zachód. A przecież taki chłopak nie ma praktycznie żadnych szans, by się tam przebić. Gdy to zrozumie, nagle okazuje się, że menedżer, który wytransferował go zagranicę, już się nim nie interesuje.
Działacze. Szkoleniowcy często nie podejmują ryzyka wystawiania niedoświadczonych piłkarzy, bo po prostu boją się o miejsca pracy. Jeśli młokos popełni kilka błędów, to pod topór pójdzie głowa trenera. Zapomina się, że ta młodzież musi się kiedyś ograć.
Rodzice. Nierzadko to właśnie im najbardziej zależy na szybkich transferach dzieci. Myślą, że skoro ich syn ma talent, to od razu poradzi sobie w którejś z silnych lig. Ale pewnych spraw nie da się przeskoczyć. Proszę tylko spojrzeć na przykład Roberta Lewandowskiego. Znicz Pruszków, Lech Poznań, reprezentacja... Wspina się na szczyt, ale nie robi tego nerwowo, a spokojnie pokonuje kolejne szczeble. Efekt jest taki, że bije się o niego pół Europy.
Polecane
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów