Jacek Paszulewicz: "Uważam, że nie zasłużyliśmy na przegraną"
02.09.2018
Dla GKS-u Katowice przegrana z Chojniczanką Chojnice to trzecia porażka z rzędu. - Kibice zobaczyli bardzo dobre widowisko, które stało na wysokim poziomie. Obydwa zespoły dążyły do tego, żeby rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Nikt nie bronił wyniku i był zainteresowany tylko tym, aby wygrać. Chojniczanka z racji tego, że grała na własnym stadionie, a my dlatego, że ostatnio przeżyliśmy huśtawkę nastrojów. Przy bardzo dobrym meczu z Wigrami przyszły dwie porażki. Jadąc tutaj chcieliśmy zagrać dobre spotkanie i uważam, że takie rozegraliśmy. Na ironię, grając dobrze w piłkę i podnosząc jakość gry ofensywnej, jesteśmy okrutnie karani jeśli chodzi o błędy w defensywnie - powiedział trener Jacek Paszulewicz.
Mimo że GieKSa w końcówce spotkania w samej końcówce meczu pozwoliła gospodarzom strzelić gola, to trener pochwalił zespół... za walkę do końca. - Kluczowe były dwa momenty. Strata wyrównującej bramki - wtedy Chojniczanka przejęła inicjatywę - a później czerwona kartka dla Bartka Poczobuta. To sprawiło, że po raz kolejny wracamy bez punktów. Niemniej jednak dziękuję zespołowi za walkę do końca i to, że jakość w grze była na wysokim poziomie. Zawodnicy otrząsnęli się jeśli chodzi o grę, ale ciągle nie ma zdobyczy punktowej. To niepokojące, że trzeci mecz z rzędu jesteśmy karceni za błędy w obronie, a nie wykorzystujemy swoich szans w ofensywnie. Wypromowaliśmy do "11" kolejki Radosława Janukiewicza. Bezsprzecznie bohater spotkania po stronie Chojniczanki - uznał szkoleniowiec, który przyznał też, że długimi fragmentami gra wyglądała tak, jak to sobie zaplanował. Problemy pojawiły się, gdy gospodarze wyrównali.
- Plan do utraty bramki był realizowany bardzo dobrze. Poza pierwszą sytuacją, gdzie przez brak komunikacji Wojtka Lisowskiego z Adrianem Błądem Chojniczanka doszła do sytuacji bramkowej. Wiedzieliśmy, że nie możemy "na hura" otworzyć się z tak dobrym przeciwnikiem. Ten mecz wyglądał tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Stracona bramka spowodowała, że wycofaliśmy zmianę, która była przewidziana - Kamil Kurowski nie zdążył wejść - przyznał Paszulewicz. - Nie było nic do stracenia. Mając wynik, kontrolując spotkanie i mając tak doświadczony zespól można było liczyć, że utrzymamy rezultat, a przeciwnik otworzy się i będziemy mieli szanse ten mecz skończyć. Takie sytuacje były. Każdy inny bramkarz w I lidze wyciągałby piłki z siatki. Uważam, że nie zasłużyliśmy na przegraną - dodał.
Mimo że GieKSa w końcówce spotkania w samej końcówce meczu pozwoliła gospodarzom strzelić gola, to trener pochwalił zespół... za walkę do końca. - Kluczowe były dwa momenty. Strata wyrównującej bramki - wtedy Chojniczanka przejęła inicjatywę - a później czerwona kartka dla Bartka Poczobuta. To sprawiło, że po raz kolejny wracamy bez punktów. Niemniej jednak dziękuję zespołowi za walkę do końca i to, że jakość w grze była na wysokim poziomie. Zawodnicy otrząsnęli się jeśli chodzi o grę, ale ciągle nie ma zdobyczy punktowej. To niepokojące, że trzeci mecz z rzędu jesteśmy karceni za błędy w obronie, a nie wykorzystujemy swoich szans w ofensywnie. Wypromowaliśmy do "11" kolejki Radosława Janukiewicza. Bezsprzecznie bohater spotkania po stronie Chojniczanki - uznał szkoleniowiec, który przyznał też, że długimi fragmentami gra wyglądała tak, jak to sobie zaplanował. Problemy pojawiły się, gdy gospodarze wyrównali.
- Plan do utraty bramki był realizowany bardzo dobrze. Poza pierwszą sytuacją, gdzie przez brak komunikacji Wojtka Lisowskiego z Adrianem Błądem Chojniczanka doszła do sytuacji bramkowej. Wiedzieliśmy, że nie możemy "na hura" otworzyć się z tak dobrym przeciwnikiem. Ten mecz wyglądał tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Stracona bramka spowodowała, że wycofaliśmy zmianę, która była przewidziana - Kamil Kurowski nie zdążył wejść - przyznał Paszulewicz. - Nie było nic do stracenia. Mając wynik, kontrolując spotkanie i mając tak doświadczony zespól można było liczyć, że utrzymamy rezultat, a przeciwnik otworzy się i będziemy mieli szanse ten mecz skończyć. Takie sytuacje były. Każdy inny bramkarz w I lidze wyciągałby piłki z siatki. Uważam, że nie zasłużyliśmy na przegraną - dodał.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku