Jacek Gorczyca: Nie dziwię się, że kibice nie wytrzymali do końca

27.08.2010
Przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała to nie rywal, w końcu przecież lider I ligi, stanowi największy problem GKS-u Katowice. - Jesteśmy nim my sami - przyznaje kapitan Jacek Gorczyca.
Od początku sezonu GKS Katowice prezentuje się tak, że jego kibicom muszą wystarczyć pojedyncze, często naprawdę drobne sukcesy. W środowym starciu Pucharu Polski z Ruchem Zdzieszowice był takim występ Andrzeja Wiśniewskiego. - Rzeczywiście, zagrałem całkiem nieźle. No, tyle że chodziło nam przecież o zwycięstwo... - podkreśla 18-letni bramkarz, dla którego był do debiut w oficjalnym meczu GieKSy. - Już kilka dni wcześniej trener Fornalak i Jacek Gorczyca dawali mi do zrozumienia, że zagram. Choć trema i tak była - przyznaje.

O ile jednak on nerwy szybko opanował, o tyle jego bardziej doświadczonym kolegom już się to nie udało. Nie wytrzymali kibice, którzy na kwadrans przed końcem opuścili stadion. - Nie dziwię się im - Jacek Gorczyca nie owija w bawełnę. - Największym naszym problemem jesteśmy my sami. Czy gramy z zespołem z czołówki I ligi jak Piast Gliwice, czy z drużyną z niższej ligi, to wyglądamy tak samo. Nie, przepraszam. W dwóch ostatnich spotkaniach wyglądaliśmy jeszcze gorzej - zaznacza kapitan GieKSy.

Nie sposób też usprawiedliwiać się dużą presją... - Ja zawsze powtarzam, że ten, kto przychodzi do GieKSy, musi się z nią liczyć - potakuje Gorczyca. - Mam tylko nadzieję, że po sobotnim spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała każdy z nas będzie mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że zrobił wszystko, co było w jego mocy...
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również