Inauguracja jak z koszmaru. Kibicom "GieKSy" puszczają nerwy!
29.07.2017
Katowiczanie znowu mieli problemy z konstruowaniem groźnych akcji na połowie rywala. Zupełnie niewidoczny był Wojciech Kędziora, choć w teorii to on miał być najgroźniejszym żądłem gospodarzy. Grę do przodu brali na swoje barki głównie skrzydłowi. Skutecznie pomagali im w tym zresztą goście. Fani "GieKSy" pierwszy raz z krzeseł poderwali się w 10. minucie, kiedy Krystian Stępniowski - bramkarz Pogoni - wznawiając grę podał prosto pod nogi Armina Cerimagicia. Bośniak popędził lewą stroną boiska, wpadł w pole karne ale zwlekał ze strzałem na tyle długo, że ze skuteczną interwencją zdążyli defensorzy Pogoni. W 29. minucie gospodarze znowu przejęli piłkę na środku boiska. Lewą stroną świetnie ruszył Paweł Mandrysz, podobnie jak wcześniej Cerimagić dał się dogonić Miroslavovi Pastvie, ale obrońca Pogoni interweniował na tyle rozpaczliwie, że skończyło się karnym dla "GieKSy". Pewnym egzekutorem okazał się Tomasz Foszmańczyk, i katowiczanie - po całej serii meczów bez gola - wyszli na prowadzenie.
Przed przerwą zdecydowanie najlepsi na boisku Mandrysz junior i Cerimagić jeszcze raz postraszyli przeciwników. Po dwójkowej akcji 19-latek powinien strzelać, ale zamiast tego szukał lepiej ustawionych kolegów i wszystko skończyło się tylko jękiem zawodu na trybunach.
Goście? Przez większość meczu zupełnie bez wyrazu, skutecznie przycisnęli dopiero w końcówce. Defensywie GKS-u dawał się we znaki doświadczony Dariusz Zjawiński, ale długo nie miał dużego wsparcia ze strony kolegów. Groźnie uderzył z rzutu wolnego, gdy piłka o centymetry minęła słupek bramki Nowaka, co było właściwie jedynym konkretnym zagrożeniem w pierwszej odsłonie meczu w szesnastce katowiczan. Już po przerwie z dystansu groźnie uderzał Piotr Mroziński, a później, po rzucie rożnym głową minimalnie niecelnie strzelał Mateusz Żytko. Większość pozostałych akcji umiejętnie "kasowali" obrońcy z Katowic.
Przynajmniej przez pierwszą godzinę, bo później w szesnastce katowiczan gotowało się coraz częściej. W końcu po jednym z kontrataków miejsce do oddania strzału zrobił sobie wprowadzony na boisko 5 minut wcześniej Dawid Polkowski, który strzałem zza szesnastki zmieścił piłkę między słupkiem a rękawicą próbującego ratować sytuację Sebastiana Nowaka. Gwizdy coraz bardziej poirytowanej publiczności skupiły się na zmienianym przez Grzegorza Goncerza Kędziorze. Roszady trenera Piotra Mandrysza wnosiły niewiele. Ani "Gonzo", ani wprowadzany wcześniej Dawid Plizga nie odmienili obrazu gry. Do samego końca katowiczanie sprawiali wrażenie bezradnych, a piłkarze Pogoni - zadowolonych z wyniku. Tym drugim trudno się dziwić, zwłaszcza, że mecz kończyli w dziesięciu po czerwonej kartce dla Daniela Chyły. Mimo to - gdy nadarzyła się okazja - sięgnęli po wygraną, a pięknym strzałem zza pola karnego Nowaka zaskoczył kolejny rezerwowy - Adrian Paluchowski. Szansę na uratowanie honoru dla gospodarzy mieli Goncerz i Foszmańczyk, ale strzał tego pierwszego obronił Stępniowski, a poprawka "Fosy" trafiła w nogi defensorów Pogoni.
GKS Katowice na "dzień dobry" rozczarował kibiców, którzy pożegnali zawodników głośnymi gwizdami. Mocno oberwało się też działaczom, którym wypomniano nieudane ich zdaniem ruchy transferowe. Na ocenę tych ostatnich chyba jeszcze nie pora, bezsprzecznie jednak przy Bukowej początek sezonu wypadł po prostu koszmarnie.
Przed przerwą zdecydowanie najlepsi na boisku Mandrysz junior i Cerimagić jeszcze raz postraszyli przeciwników. Po dwójkowej akcji 19-latek powinien strzelać, ale zamiast tego szukał lepiej ustawionych kolegów i wszystko skończyło się tylko jękiem zawodu na trybunach.
Goście? Przez większość meczu zupełnie bez wyrazu, skutecznie przycisnęli dopiero w końcówce. Defensywie GKS-u dawał się we znaki doświadczony Dariusz Zjawiński, ale długo nie miał dużego wsparcia ze strony kolegów. Groźnie uderzył z rzutu wolnego, gdy piłka o centymetry minęła słupek bramki Nowaka, co było właściwie jedynym konkretnym zagrożeniem w pierwszej odsłonie meczu w szesnastce katowiczan. Już po przerwie z dystansu groźnie uderzał Piotr Mroziński, a później, po rzucie rożnym głową minimalnie niecelnie strzelał Mateusz Żytko. Większość pozostałych akcji umiejętnie "kasowali" obrońcy z Katowic.
Przynajmniej przez pierwszą godzinę, bo później w szesnastce katowiczan gotowało się coraz częściej. W końcu po jednym z kontrataków miejsce do oddania strzału zrobił sobie wprowadzony na boisko 5 minut wcześniej Dawid Polkowski, który strzałem zza szesnastki zmieścił piłkę między słupkiem a rękawicą próbującego ratować sytuację Sebastiana Nowaka. Gwizdy coraz bardziej poirytowanej publiczności skupiły się na zmienianym przez Grzegorza Goncerza Kędziorze. Roszady trenera Piotra Mandrysza wnosiły niewiele. Ani "Gonzo", ani wprowadzany wcześniej Dawid Plizga nie odmienili obrazu gry. Do samego końca katowiczanie sprawiali wrażenie bezradnych, a piłkarze Pogoni - zadowolonych z wyniku. Tym drugim trudno się dziwić, zwłaszcza, że mecz kończyli w dziesięciu po czerwonej kartce dla Daniela Chyły. Mimo to - gdy nadarzyła się okazja - sięgnęli po wygraną, a pięknym strzałem zza pola karnego Nowaka zaskoczył kolejny rezerwowy - Adrian Paluchowski. Szansę na uratowanie honoru dla gospodarzy mieli Goncerz i Foszmańczyk, ale strzał tego pierwszego obronił Stępniowski, a poprawka "Fosy" trafiła w nogi defensorów Pogoni.
GKS Katowice na "dzień dobry" rozczarował kibiców, którzy pożegnali zawodników głośnymi gwizdami. Mocno oberwało się też działaczom, którym wypomniano nieudane ich zdaniem ruchy transferowe. Na ocenę tych ostatnich chyba jeszcze nie pora, bezsprzecznie jednak przy Bukowej początek sezonu wypadł po prostu koszmarnie.
GKS Katowice - Pogoń Siedlce 1:2 (1:0)
1:0 - Foszmańczyk 31'-k
1:1 - Polkowski 70'
1:2 - Paluchowski 87'
GKS: Nowak - Mokwa, Klemenz, Midzierski, Mączyński - Mandrysz, Zejdler, Kalinkowski (81' Kuliński), Foszmańczyk, Cerimagić (64' Plizga) - Kędziora (72' Goncerz). Trener: Piotr Mandrysz.
Pogoń: Stępniowski - Pastva, Żytko, Czarnecki, Ratajczak - Kieplin (65' Polkowski), Chyła, Jegliński, Mroziński (59' Paluchowski), Tomasiewicz - Zjawiński. Trener: Adam Łopatko.
Sędzia: Paweł Pskit (Łódź)
Żółte kartki: Cerimagić, Foszmańczyk, Mandrysz (GKS), Pastva, Zjawiński, Kieplin, Chyła (Pogoń)
Czerwona kartka: Daniel Chyła 82' (Pogoń, za drugą żółtą)
Widzów: 2250 Pogoń: Stępniowski - Pastva, Żytko, Czarnecki, Ratajczak - Kieplin (65' Polkowski), Chyła, Jegliński, Mroziński (59' Paluchowski), Tomasiewicz - Zjawiński. Trener: Adam Łopatko.
Sędzia: Paweł Pskit (Łódź)
Żółte kartki: Cerimagić, Foszmańczyk, Mandrysz (GKS), Pastva, Zjawiński, Kieplin, Chyła (Pogoń)
Czerwona kartka: Daniel Chyła 82' (Pogoń, za drugą żółtą)
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku