Horror z happy endem

06.09.2015
Kiedy już w dziesiątej minucie wczorajszego spotkania czerwoną kartkę zobaczył Adrian Jurkowski, oglądający to spotkanie kibice GieKSy z pewnością zaczęli mieć obawy, że historia z przegranego 5-0 meczu w Bełchatowie sprzed dwóch lat znów się powtórzy. Wtedy na początku spotkania z boiska wyleciał inny zawodnik trójkolorowych - Janusz Gancarczyk
Rafał Rusek/pressfocus.pl
Jeśli do czerwonej kartki dołożymy straconego gola, który padł po perfekcyjnie wykonanym przez Seweryna Michalskiego rzucie wolnym kilka chwil po opuszczeniu boiska przez Jurkowskiego, to jasnym się staje, że nawet najwięksi optymiści zaczęli wątpić w to, że z wyjazdowego spotkania katowiczanom uda się przywieźć chociażby jeden punkt.

Piłkarze GieKSy jednak nie spanikowali, na co ogromny wpływ miały podpowiedzi trenera Piekarczyka: „duże słowa uznania dla trenera Piekarczyka, który już w pierwszej połowie przekazywał nam cenne uwagi, mówił, żeby ze spokojną głową ustawić się na kole i twardą defensywą nie pozwolić na utratę drugiej bramki. Widać dzisiaj było, że trener zjadł zęby na piłce, bo gdyby nie on, to tego meczu byśmy nie wygrali” - zdradzał kulisy końcowego sukcesu kapitan zespołu Grzegorz Goncerz.

Katowiczanie w pierwszej połowie faktycznie skupili się tylko na tym, by nie stracić drugiej bramki. Mimo kilku prób gospodarzy Rafał Dobroliński zachował czyste konto i do przerwy utrzymał się wynik 1-0.

Niesamowita metamorfoza nastąpiła w obu zespołach tuż po przerwie. Gospodarze z każdą minutą grali coraz słabiej, natomiast grający w dziesiątkę goście w miarę upływu czasu nabierali wiatru w żagle.

Przyniosło to skutek w 76 minucie, kiedy po strzale Pietrzaka piłka odbiła się od jednego z obrońców GKS-u Bełchatów, a zimną krew w polu karnym zachował wprowadzony na boisko kilka chwil wcześniej Filip Burkhardt.
Bramka na 1-1 tylko napędziła gości, którzy w 86 minucie zadali śmiertelny cios. Po szybkim wyprowadzeniu kontry przez Pielorza w pole karne zagrał Januszkiewicz, tam fantastycznie zastawił się Goncerz a całą akcję kapitalnym strzałem zakończył ten, który dzieła zniszczenia rozpoczął – Łukasz Pielorz. Na ławce rezerwowych zapanowała euforia, a najbardziej szczęśliwy był chyba zazwyczaj stonowany trener Piekarczyk.
Goście prowadzenia nie oddali już do końca spotkania, nawet mimo czerwonej kartki dla Goncerza.
„Oczami wyobraźni widziałem już wrzutkę, z której byłaby bramka na 2-2 więc wolałem tą akcję przerwać nawet kosztem kartki, chociaż w pierwszej chwili miałem nadzieję, że sędzia wyciągnie żółty kartonik” - szczerze komentował popularny Gonzo.

Jak to się zwykło mawiać w takich sytuacjach – goście „wrócili z dalekiej podróży”. Wyszarpane zwycięstwo pozwala jednak kibicom znów uwierzyć w ten zespół i w to, że w Bełchatowie zostały wylane solidne fundamenty pod dobrą grę całej drużyny w tym sezonie. 
źródło: własne / gieksa.pl
autor: Marcin Gruszczyński

Przeczytaj również